Kiedy powiedziałem to żonie, drżałem. Ale gdy tylko skończyłem, jej oczy napełniły się łzami, nie ze strachu, lecz ze szczęścia. Uśmiechnęła się mimo bólu i wyszeptała: „Może… może nasza rodzina zawsze miała tak wyglądać”.
Adoptowaliśmy go.
Dziś w naszym domu panuje hałas, chaos, zmęczenie… i śmiech.
Trzy różne krzyki, trzy wyjątkowe uśmiechy, trzy serca bijące jednym rytmem. Nigdy nie zapomnimy dziecka, które straciliśmy.