„Dziesięć dolarów!” krzyknął Julian do mikrofonu. „Liczę dziesięć dolarów za taniec z kobietą, która nie potrafiła docenić prawdziwej wartości, nawet gdyby wręczono jej go w intercyzie!”
Sala balowa wybuchnęła śmiechem. Nie był to uprzejmy śmiech; był okrutny, ostry i całkowicie nieskrępowany. Elita miasta nie tylko przyglądała się mojemu upokorzeniu; ona również aktywnie w nim uczestniczyła. Widziałam błyski złotych iPhone’ów, rejestrujące spektakularny, ostateczny upadek byłej pani Thorne. Rozpaczliwie szukałam przyjaznej twarzy, jednego spojrzenia pełnego empatii, ale widziałam tylko wypolerowane zęby i drwiące, zachwycone oczy. Poczułam tak silny ucisk w piersi, że ledwo mogłam złapać oddech. Dziesięć dolarów. To była moja publiczna cena.
Wtedy rozległ się głos…