Serce Richarda zamarło. Po raz pierwszy od lat historia wyzwoliła go ze szponów.
Elena nie krzyczała. Nie płakała. Po prostu patrzyła na niego, nie ze złością, ale z czymś jeszcze gorszym: litością. To milczące spojrzenie mówiło wszystko: nie postrzegała go już jako męża, ale jako obcego, który przedkłada wygląd nad rodzinę.
— E… Elena… — wyjąkał, a jego głos się załamał.
Wokół nich szmer narastał. „Czy to jego dzieci?” „Kim jest ta kobieta, która z nim jest?”
Klara instynktownie się cofnęła, a jej pewność siebie ustąpiła miejsca strachowi. Nigdy sobie tego nie wyobrażała. Myślała, że stoi w obliczu przyszłości Richarda. Zamiast tego, była świadkiem jego publicznego upadku.
Najmłodszy chłopiec ponownie podniósł głos:
—Tato?
Niewinność tego słowa przeszyła Richarda niczym nóż. Elena pochyliła się, uniosła syna i szepnęła mu cicho:
„Nie dzisiaj, mój najdroższy”.
Te słowa zabrzmiały głośniej niż błyski, głośniej niż drżący głos Clary.
— Eleno, zaczekaj… proszę…
Zrobił krok, ale ochrona gwałtownie go zatrzymała.
Dziennikarze przeciskali się przez tłum:
— Panie Hale, czy zaprzecza pan, że jest ojcem?
— Czy to pańska żona? Pańskie dzieci?
— Kim jest ta kobieta, która z panem jest?
Richard próbował odpowiedzieć, ale nic sensownego nie wyszło z jego ust. Przeprosiny utknęły mu w gardle.