Na ślubie wręczyłam prezent wnukowi własnoręcznie wykonany, lecz jego narzeczona podniosła go przed wszystkimi i zaczęła się z niego naśmiewać.
Podczas bankietu otwierano prezenty przy wszystkich gościach. Ludzie klaskali, śmiali się, podziwiali drogie pudełka i luksusowe marki. Wtedy prowadzący ogłosił głośno:
— A teraz prezent od babci!
Panna młoda wzięła moją kołdrę jak dziwny muzealny eksponat. Rozłożyła ją, spojrzała na materiał i na jej twarzy pojawił się uśmiech… ale nie był to przyjazny uśmiech.
— O mój Boże… to z drugiej ręki? — zawołała do mikrofonu. — Chłopaki, zobaczcie to. Vintage? Czy zwyczajna tandeta?