Jeśli chcesz przetrwać wojnę, nie pojawiasz się na pierwszej potyczce.
Dotarliśmy do wynajętego domu czterdzieści minut spóźnieni celowo. Nie z powodu korków. Autostrada nadbrzeżna była szarą wstęgą otwartego asfaltu pod niebem, które nie mogło się zdecydować, czy padać, czy padać. Spóźniliśmy się, bo jeśli opuścisz pierwszą godzinę, ominie cię wstępne przesłuchanie. Ominą cię wymuszone uściski, które przypominają zamykanie pułapek na niedźwiedzie. Ominie cię zbiorowe złudzenie, że wszyscy udają, że krew na podłodze z ostatnich świąt Bożego Narodzenia to tylko sos żurawinowy.