—Daję ci pięć dni.
— Pięć dni na co? — zaśmiał się Hektor. — Na spakowanie się? Na rozwód?
Elena odwróciła się. Jej uśmiech był teraz niebezpieczny.
— Pięć dni, żeby cieszyć się twoją wielkością. Żeby mogła w pełni cieszyć się tymi 20 milionami.
Potem… przyprowadzę dwie wyjątkowe osoby, żeby poznały twoją „księżniczkę”.
Rezydencja była jak marzenie. Marmur, kryształ, idealne ogrody.
Waleria oparła się o pierś Hektora.
— Jesteś niesamowity, Hektorze. Mój przyszły mąż powinien być mężczyzną takim jak ty.
— Zasługujesz na to wszystko — odpowiedział. — Mam dość sztywności Eleny. Zawsze taka wyrachowana.
— Nowoczesna kobieta musi znać swoje miejsce — powiedziała Waleria z wyniosłym uśmiechem.
W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
Hektor spojrzał na kamerę monitoringu.
To była Elena.
Diego (7 lat) i Sofia (5 lat) usiedli obok niego.
„Nie zapraszałem cię” – powiedział przez interkom.
—Nie potrzebuję zaproszenia, żeby zabrać twoje dzieci do kobiety, dla której zniszczyłeś ich rodzinę.
Hector otworzył drzwi.
Waleria pojawiła się w jedwabnej sukni, z wysoko uniesioną brodą.
—Witaj Eleno. Przykro mi z powodu twojej sytuacji, ale nie możesz wymusić miłości.
Elena spojrzała na nią od stóp do głów, bez zazdrości, bez gniewu.
—Hector, nie przedstawisz jej dzieciom?
—Diego, Sofia… ona jest przyjaciółką.
Diego spojrzał uważnie na Walerię. Potem zwrócił się do matki i zapytał zupełnie niewinnie:
—Mamo… czy to ta nowa dziewczyna, która sprząta dom? Dlaczego jest w środku?
Cisza zapadła jak uderzenie młotem kowalskim.
Waleria zbladła.
—Co to dziecko mówi?!
Elena zaśmiała się cicho i ostro.
—Bardzo bystry, mój synu.
—Eleno! — ryknął Hector. —Valeria to kobieta z zacnej rodziny!
Elena zrobiła krok naprzód.
—Wyjątkowa? Valeria… a raczej María Valeria González, córka Doñi Toñi, kobiety, która sprzedawała quesadillas przed domem mojej matki w Iztapalapa.
Pamiętasz, jak sprzątaliśmy kuchnię? Że stłukłaś antyczny wazon i płakałaś, żeby cię nie wyrzucili?
Valeria wzdrygnęła się, drżąc.
—Kłamiesz!
—Ten pierścionek z jadeitu? Należał do mojej matki. Dała ci go, kiedy rzuciłeś pracę i powiedziałeś, że się ożenisz.
Wszystko, co wiesz o sztuce, winie i podróżach… przejąłeś to ode mnie.
Hector poczuł, jak ziemia znika.
—Czy to wszystko było kłamstwem…?
—Nie, kochanie, kocham cię! — krzyknęła Waleria.
—Nie — przerwała Elena. —Kochasz te 20 milionów.
Hector wpadł na ścianę.
Jeśli chcesz kontynuować, kliknij przycisk pod reklamą ⤵️