Przeszłam przez korytarz i zatrzymałam się w wejściu. Moja córka stała przy zlewie, zmywając naczynia. Miała na sobie cienki sweterek, zgarbione ramiona i drżące ręce. Nawet nie usłyszała, że weszłam.
Przy stole siedzieli spokojnie jej mąż i matka. Byli ciepło ubrani, a przed nimi stały talerze z jedzeniem. Rozmawiali i śmiali się, jakby panowała przytulna atmosfera.
Eleanor odsunęła pusty talerz. Mark gwałtownie wstał, chwycił talerz i krzyknął w stronę kuchni:
— Przestań zmywać i przynieś więcej jedzenia!
Moja córka podskoczyła, szybko wytarła ręce o dżinsy i cicho odpowiedziała, że zaraz przyniesie.
W tym momencie coś we mnie pękło. To nie był tylko brak szacunku. To było upokorzenie i strach.