Rozdział 1: Niewidzialna córka
W salonie rodziców unosił się zapach drogich lilii i dawnych uraz. Był to zapach, z którym dorastałam, woń maskująca zgniliznę pod deskami podłogowymi naszej rodzinnej dynamiki.
Byłam w ósmym miesiącu ciąży, kostki miałam spuchnięte do rozmiarów grejpfrutów, plecy pulsowały tępym, rytmicznym bólem, który sygnalizował wyczerpanie. A jednak byłam tu, na czworakach, szorując mikroskopijną plamę z mahoniowego stolika kawowego.