Potem poprowadziłam Lily przez puste pokoje i powiedziałam: „To teraz nasz dom. Nikt nie zasłuży na bezpieczeństwo, robiąc ci krzywdę”.
Wybrała najmniejszy pokój i zaskoczyła mnie, wieszając swoje rysunki na ścianie, jakby tam właśnie były. Sporządziłyśmy listę zasad domowych: nie krzyczeć, nie grozić, nie podrywać. Jeśli coś nas przestraszyło, mówiłyśmy o tym na głos.
Tego wieczoru zjedliśmy jedzenie na wynos na podłodze w salonie. Lily otworzyła swój szkicownik i pokazała mi rysunek – małą postać przechodzącą przez drzwi, za którymi świeciło światło.
Dotknęłam miejsca na szczęce, gdzie siniak zbladł, i poczułam, jak coś twardego osiada we mnie.
Nie tylko kupiłam nieruchomość.
Kupiłam naszą ucieczkę.