Potraktowała nasz ślub jeszcze gorzej. Otwarcie powiedziała synowi, że popełnia błąd. Kilka razy próbowała go nawet namówić do odwołania ceremonii.
W dniu ślubu stało się jasne, że za wszelką cenę chce zepsuć uroczystość.
Najpierw nie pojawiła się w sukience jak inni goście, ale w zupełnie zwyczajnych, codziennych ubraniach, jakby szła na targ. Kiedy ktoś ostrożnie zapytał, dlaczego jest tak ubrana, tylko wzruszyła ramionami i powiedziała, że nie uważa tego dnia za szczególnie ważny.
Potem zaproponowała mi pomoc przed ceremonią i zasugerowała staranne wyprasowanie welonu. Początkowo odmówiłam, ale nalegała tak uparcie, że uległam. Chwilę później w pokoju unosił się zapach spalonego materiału. Welon został zniszczony przez żelazko. Zacisnęła dłonie i powiedziała, że niechcący zostawiła żelazko w jednym miejscu na zbyt długo.
Próbowałam to ignorować. Powtarzałam sobie, że to mój dzień i nikt nie może go zepsuć.
Ale to trwało.
Podczas sesji zdjęciowej podeszła bliżej, jakby chciała spojrzeć na zdjęcia na wyświetlaczu aparatu, i nagle, „niechcący”, uderzyła ręką w aparat. Aparat upadł na podłogę.
Znów milczałem.
Ostatnią kroplą był jednak tort weselny.
Był to ogromny, trzypiętrowy tort ze świeżymi kwiatami. Dostarczono go rano i starannie postawiono na środku sali.
Teściowa stała obok tortu i nagle oznajmiła, że jest w niewygodnej pozycji i trzeba go trochę przesunąć. Natychmiast jej powiedziałem, żeby tego nie robiła. Mimo to podeszła do stołu.
W następnej chwili rozległ się głuchy huk. Tort leżał w kawałkach na podłodze, krem i kwiaty rozmazane po ciemnym parkiecie.
„Och, przepraszam” – powiedziała, unosząc ręce. „Potknęłam się. Tort po prostu wyślizgnął mi się z rąk”.
Ale na jej twarzy malował się dziwny uśmiech. Nawet nie próbowała ukryć radości.
Spojrzałem na ślady na podłodze i od razu zrozumiałem, że ciasto nie upadło po prostu. Zostało rzucone.
Udawała skruchę.
„Jaka jestem dziś niezdarna” – westchnęła. „Cały dzień coś upuszczam. Chyba źle się czuję. Synu, może mógłbyś mnie zawieźć do szpitala?”
Powiedziała to tak żałośnie, jakby to ona była ofiarą. I wtedy straciłem cierpliwość.
Aby sprawdzić pełny czas pieczenia, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk „Otwórz” (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ ze znajomymi na Facebooku.