Dwa miesiące później Carmen zmarła spokojnie w swoim łóżku.
Ale nie umarła sama.
Od tego dnia jego rodzina wracała. Aby go odwiedzić. Aby zadzwonić. Aby być obecnym.
Jeden z jego wnuków napisał później:
„Moja babcia nie udawała ślubu, bo była zdezorientowana. Robiła to, bo była przytomna. Wiedziała, że miłość czasami potrzebuje pretekstu, żeby wrócić”.