„Zadzwoń do mnie. Chodzi o wczorajszy wieczór”.
Zapasy były niewystarczające.
Nagrania z kamery pokazały, że zboczyłem z trasy.
Wróciłem z zakupami.
Za długo siedziałem w samochodzie.
Nie ukradłem żadnych produktów dla siebie.
Ale rozdałem pizzę.
I czas.
Zadzwoniłem do niego.
„Nie możesz po prostu rozdawać rzeczy za darmo” – powiedział bez ogródek. „To nie twoje pieniądze”.
„Nie miała jedzenia” – odpowiedziałem.
„To nie nasza odpowiedzialność”.
No i stało się.
Zdanie, które dzieli pokoje na dwie części.
Nie. Nasza. odpowiedzialność.
Powiedział mi, że muszę zapłacić za zamówienie.
I podpisać protokół.
Odmówiłem.
„Nie udaję, że to normalne” – powiedziałem.
Spojrzał na mnie, jakbym przedłożył dramat nad logikę.
„Więc koniec z tobą” – powiedział.
Oddałem mu swoją koszulkę z munduru.
Wyszedłem bezrobotny.
Bez oklasków.
Bez heroicznej muzyki.