Landon wziął mnie za rękę i tym razem się nie wahałam. Jego dotyk był ciepły i mocny – nie uścisk kogoś, kto próbuje mnie kontrolować, ale czułe połączenie kogoś, kto szanował mnie za to, kim byłam.
Staliśmy tam razem, dwie sylwetki na tle świateł amerykańskiego miasta, w tle słychać było odgłosy ruchu ulicznego dochodzącego z ulic poniżej.
A teraz, gdyby to była historia, którą właśnie opublikowałam w internecie, a nie życie, które przeżyłam, zwróciłabym się do ciebie – osoby, która doprowadziła ją do końca – i zapytała:
Co byś zrobiła na moim miejscu?
Czy kiedykolwiek musiałaś wybierać między komfortem a prawdą?
Jeśli czytasz to na ekranie gdzieś w Chicago, Nowym Jorku, Dallas, Los Angeles – czy gdziekolwiek indziej na świecie – chciałabym poprosić cię o komentarz, żebym mogła zobaczyć, jak daleko zaszła moja historia.
Ale na razie wystarczy, że mnie wysłuchałaś. Bo po dwudziestu pięciu latach wmawiania mi, że powinienem się cieszyć, że w ogóle jeszcze istnieję, w końcu udało mi się coś zachować dla siebie.
Moje życie.