Kiedy wróciłem do domu po dwunastogodzinnym dniu pracy, żona powiedziała: „Co za bałagan. Co ty tu właściwie robisz cały dzień?”.
Stała w salonie z nowymi pasemkami, które kosztowały 300 dolarów, i paznokciami, które kosztowały kolejne sto dolarów, z torbami na zakupy z czwartej w tym tygodniu wizyty w centrum handlowym na ramieniu, wskazując na kubek, który zostawiłem na stoliku kawowym przed rozpoczęciem mojej zmiany o 17:00.
„Rebecca” – powiedziałem, patrząc na bałagan, jaki zapanował w naszym domu – „właśnie przepracowałem dwanaście godzin w magazynie. Ty byłaś w domu cały dzień”.
Roześmiała się i opadła na kanapę, którą kupiła w zeszłym miesiącu za 4000 dolarów – kwotę, na którą nas nie było stać. „Też byłam zajęta. Odżywka na włosy zajęła cztery godziny. Takich pasemek nie robi się ot tak”. Rzucała włosami na wszystkie strony, jakby to był dowód jej wysiłków. „Potem zjadłam lunch z Britney i poszłyśmy na zakupy. Jestem wykończona”.
Zrzuciła markowe buty, które kosztowały więcej, niż zarobiłam w tydzień.
„Znowu byłaś na zakupach?” – zapytałam. „Karty kredytowe są pełne”.
Przewróciła oczami. „Potrzebowałam nowych ubrań sportowych. Jak mam wyglądać atrakcyjnie, jeśli nie mam odpowiednich ubrań sportowych?”
Nie ćwiczyła ani razu, odkąd kupiła Pelotona za 800 dolarów, który teraz służył jako wieszak na ubrania.
„Rebecca, naczynia się piętrzą” – powiedziałam, zachowując spokój, bo już wiedziałam, do czego to doprowadzi. „Pranie nie było robione od dwóch tygodni. W łazience rosną najróżniejsze rzeczy”.
Wstała, wściekła, jakbym oskarżył ją o przestępstwo. „To posprzątaj. Ty też tu mieszkasz. Dlaczego sprzątanie to zawsze moja robota?”
Nie miała pracy od trzech lat. „Bo ja pracuję 60 godzin tygodniowo, żeby zapłacić za twoje zakupy” – powiedziałam – „a ty siedzisz w domu całymi dniami i nic nie robisz”.
Sapnęła, jakbym ją uderzyła. „Nic? Dbałam o siebie. Wiesz, ile pracy wymaga taki dobry wygląd?”. Uniosła dłoń do twarzy, jakby prezentowała ją przed sądem. „Sama pielęgnacja skóry zajmuje mi dwie godziny”.
Spędzała dwie godziny na nakładaniu kremów, które kosztowały więcej niż nasze zakupy.
„Po pielęgnacji skóry” – kontynuowała, jakby wyliczała swoje obowiązki w CV – „muszę zaplanować strój, sprawdzić media społecznościowe, umówić się na spotkanie i podtrzymywać przyjaźnie. Nie mam czasu na prace domowe”.
Mówiła to, będąc bezrobotna i żyjąc z mojej pensji.
„Twoje przyjaciółki to wszystkie bezrobotne kobiety, które całe dnie spędzają na zakupach” – powiedziałam.
Od razu zareagowała defensywnie. „Nie jesteśmy bezrobotne. Jesteśmy gospodyniami domowymi, które skupiają się na dbaniu o siebie i dobre samopoczucie”.
Żadna z nich nie zbudowała domu. Wszystkie zadłużyły się na kartach kredytowych.
„Jaki dom próbujesz stworzyć?” – zapytałam. „W domu jest brudno. Od sześciu miesięcy jemy na wynos, bo nie chcesz gotować”.
Wyciągnęła telefon, jakby chciała mnie sprawdzić. „Gotowanie jest staromodne. Nowoczesne kobiety zamawiają jedzenie. To wspiera lokalne restauracje”.
Wspierałyśmy restauracje, na które nas nie było stać, a ona kupowała składniki, które psuły się w naszej lodówce, bo nie umiała gotować.
„Znalazłam spleśniałe jedzenie sprzed dwóch miesięcy w szufladzie na warzywa” – powiedziałam.
Znudzona wzruszyła ramionami. „To po prostu to wyrzuć. Czemu to miałby być mój problem?”
Wszystko było jej problemem, bo sama go spowodowała, ale nie chciała go rozwiązać. „Rebecca, wychodzę o 5:00 rano i wracam o 19:00. Więc kiedy dokładnie mam sprzątać?”
Nie wahała się ani chwili. „W weekendy. Inni mężowie potrafią utrzymać dom w czystości, pracując”.
Inni mężowie mieli żony, które też się dokładały.
„Ci mężowie mają partnerki, które pomagają” – powiedziałem. „Spędzasz weekendy w spa”.
Wpadła w złość, taką, jaka wynika z wyzwania. „Dbanie o siebie nie jest egoistyczne. Moja terapeutka mówi, że muszę stawiać siebie na pierwszym miejscu”.
Jej terapeutka, której płaciła 200 dolarów za godzinę, potwierdziła jej lenistwo.
„Twoja terapeutka też mówi, że boisz się pracy” – powiedziałem – „ale zakupy nie wydają się być problemem”.
Wybuchnęła płaczem, szybko i teatralnie. „Nie rozumiesz presji, pod jaką jestem. Muszę być cały czas idealna, muszę spełniać oczekiwania społeczne. To wyczerpujące”.
Jedyne, czego oczekiwałem, to że wniesie coś do naszego małżeństwa.
„Proszę cię, żebyś od czasu do czasu zmywała naczynia” – powiedziałam – „i może odkurzała raz w miesiącu”.
Rzuciła się dramatycznie na kanapę. „To przemoc emocjonalna. Oczekujesz, że będę twoją gospodynią domową, podczas gdy zmagam się z problemami psychicznymi?”
Jej problemy psychiczne uniemożliwiały jej wykonywanie obowiązków domowych,