Po awansie na stanowisko dyrektora mój mąż złożył pozew o rozwód. Nazwał mnie „niższą klasą” i zażądał całego mojego majątku. „Wszystko pochodzi z moich pieniędzy. Jesteś tylko darmozjadem” – powiedział. Moja teściowa zgodziła się bez wahania. „Nawet mój siostrzeniec… wszystko należy do tej rodziny”. Spokojnie zgadzałam się na każdą prośbę. Wszyscy myśleli, że zwariowałam. Aż do ostatniej rozprawy, kiedy przyniosłam dużą teczkę z dokumentami, a jego prawnik zbladł, przewracając kartkę za kartką.
Rozdział 2: Grabież posiadłości Thorne
Kiedy wróciłam do domu, żeby się spakować, nie powitała mnie cisza. Barbara Thorne, matka Marka, już tam była. Stała w holu naszej posiadłości w Greenwich, ściskając tekturowe pudełko i patrząc złodziejskim wzrokiem na mój antyczny wazon z dynastii Ming.
„Och, Eleno” – powiedziała, a w jej głosie słychać było udawane współczucie, które nie docierało do jej zimnych, wyrachowanych oczu. „Właściwie to najlepsze rozwiązanie. Kobieta taka jak ty… zawsze ma trochę…