Patricia usiadła powoli, pozbawiona wszelkiej pewności siebie. „Emily” – powiedziała ciszej – „próbowaliśmy pomóc”.
Emily po raz pierwszy od przyjazdu policji odwróciła się do niej. „Nie wtrąca się w życie matki, nie zabiera jej dziecka, a potem nie wzywa pomocy”.
Ronald mruknął: „To nie wymagało interwencji organów ścigania”.
Emily zaśmiała się krótko i piskliwie. „Od momentu, gdy powiedziałaś, że nie będę miała nic do powiedzenia, upewniłaś się, że będę miała”.
O 2:17 nad ranem podjechał radiowóz. Lily wysiadła, owinięta w polarowy koc wydany przez władze hrabstwa, ściskając pluszowego królika za ucho. Wyglądała na zdezorientowaną, miała opuchnięte oczy i była niewiarygodnie mała w świetle lampki na ganku.
Emily była już na dole, zanim radiowóz się zatrzymał. Gdy tylko Lily ją zobaczyła, wybuchnęła płaczem. „Mamo?”
Emily uklękła i mocno ją objęła, zmuszając funkcjonariuszy do odwrócenia wzroku. „Jestem tutaj” – wyszeptała w jej włosy. „Jestem tutaj. Mam cię”.
Lily przycisnęła się mocniej. „Babcia powiedziała, że jadę na wycieczkę, bo jesteś zbyt zajęta”.
Coś w Emily stwardniało na zawsze.
Wniosła Lily do środka na tyle długo, by wziąć jej różowy plecak z ganku. Potem, nie mówiąc nikomu ani słowa, wyszła.
Emily odprowadziła Lily prosto do domu, do ich małego wynajmowanego mieszkania w Kettering: dwupokojowego bliźniaka z rozklekotaną skrzynką na listy, wąską kuchnią i salonem, który, według Lily, „wyglądał lepiej, gdy świąteczne iluminacje świeciły przez cały rok”.
Była prawie trzecia nad ranem, kiedy zamknęła drzwi. Lily drzemała oparta o jej ramię. Emily, zamiast zmuszać ją do snu, usiadła z nią na kanapie, otuliła je polarowym kocem, zapaliła lampkę i czekała, aż oddech Lily się uspokoi.
„Zrobiłam coś złego?” – zapytała w końcu Lily głosem nabrzmiałym od snu i strachu.
Emily przełknęła ślinę. „Nie. Absolutnie nie”.
„Babcia powiedziała, że wszyscy się zgodzili, że powinnam na jakiś czas pobyć gdzie indziej”.
Emily odgarnęła splątane włosy Lily z czoła. „Nikt nie może decydować, czy jestem twoją matką, czy nie”.
Lily skinęła głową, natychmiast akceptując. Dzieci często szybciej niż dorośli rozumieją prawdę.
Do wpół do dziewiątej rano Emily zrobiła trzy rzeczy z niezwykłą skutecznością. Zadzwoniła do prawniczki specjalizującej się w prawie rodzinnym, Rebekki Sloan, której numer podał jej oficer Ramirez. Powiadomiła szkołę Lily, że żaden z jej krewnych nie ma upoważnienia do jej odbioru. Zaktualizowała też wszystkie formularze kontaktowe w nagłych wypadkach, jakie udało jej się znaleźć.
Rebecca Sloan zareagowała błyskawicznie. W południe Emily siedziała w biurze w centrum miasta, wśród stęchłej kawy i szarego dywanu, podpisując dokumenty w sprawie nakazu natychmiastowego zakazu zbliżania się i tymczasowego zakazu kontaktu z Lily.
Publicité