Dom wyglądał dokładnie tak samo jak w dniu imprezy: te same polerowane drewniane podłogi, ta sama ogromna kompozycja kwiatowa na stole w przedpokoju, ten sam sztucznie świeży zapach cytryny.
W domu pachniało bogactwem: woskiem do mebli, drogimi świecami i starą taśmą inspekcyjną.
Vanessa stała w kuchni, kiedy weszliśmy.
Zamarła z kieliszkiem w dłoni, a jej wzrok błądził od mnie do Dany, a potem do Ethana.
„Co się stało?”
„Nie mam pojęcia” – powiedziałem.
To była tylko częściowo prawda.
Znałem fakty.
Nie wiedziałem tylko, kto pierwszy się załamie.
Poszliśmy do salonu.
Brenda upierała się, że tak się nazywa, a nie „salon”, jakby dodatkowe sylaby dodawały mu klasy.
Wstała.
Usiedliśmy z Daną na sofie.
Doktor Bennett usiadł na krześle przy oknie, trzymając na kolanach notes.
Martin ostrożnie odłożył teczkę.
Ethan stał przy kominku, nie siadając, nie odprężając się, w męskiej pozie, która zdawała się już planować zaprzeczenie.
Brenda spojrzała na doktora Bennetta.
„A kim pan właściwie jest?”
„Elise Bennett.
Sąd wyznaczył mnie do oceny interesów Noaha Whitmore'a w związku z wnioskiem o opiekę.”
Brenda spojrzała na Ethana.
„Przyprowadził pan ze sobą psychologa?”
Ethan przełknął ślinę.
„Sąd nakazał”.
Dr Bennett kontynuował spokojnie:
„Przejrzałem dokumentację szkolną, notatki lekarskie, listy obecności, raporty z komunikacji i wcześniejsze oświadczenia obojga rodziców.”
Brenda uśmiechnęła się przelotnie.
„Więc już pan wie, że Lauren jest mściwa.”
„Rzeczywiście” – powiedział dr Bennett – „wiem, że Noah zgłasza stres z powodu licznych wizyt”.
W pokoju zapadła cisza.
Brenda wpatrywała się w niego.
„Słucham?”
Poczułam, jak zaciskają mi się dłonie, ale zachowałam neutralny wyraz twarzy.
Dr Bennett zerknęła na swoje notatki.
„Powiedział, że powiedziano mu, że jego matka zrujnowała rodzinę, dorośli opisali ją jako niezrównoważoną, a kiedyś zapytano go, czy wolałby mieszkać w „prawdziwym domu” z rodziną ojca”.
Vanessa przeniosła ciężar ciała.
Ethan zamknął oczy na coś, co wydawało się wiecznością.
Brenda odwróciła się do mnie.
„Szkolili go”.
„Nie” – powiedziałam.
„Chroniłam go przed tą rozmową tak długo, jak mogłam”.
„Dzieci mówią różne rzeczy” – powiedziała Brenda ostro.
„Źle interpretują”.
Dana otworzyła swoją teczkę.
„Dzieci powtarzają dokładnie to, co słyszą od dorosłych”.
Położyła na stole kilka wydrukowanych stron.
SMS-y.
E-maile.