Werdykt był prawomocny. Testament został w pełni utrzymany w mocy. Mój pasierb został zobowiązany do zwrotu pieniędzy, które pożyczał latami. Upokorzenie się zmieniło.
Ale ta historia nie była tylko zwycięstwem prawnym. Oznaczała mój powrót do siebie. Kilka miesięcy później ponownie otworzyłam kancelarię prawną. Zaczęłam bronić innych kobiet: wdów, niewidzialnych żon, kobiet, które zbyt szybko zostały sprowadzone do roli.
Kobiet, które były niedoceniane.
Pewnego dnia Trevor napisał do mnie. Chciał porozmawiać. Nie po to, by się kłócić, ale by się zrozumieć. Po raz pierwszy przyznał się do gniewu, zazdrości, niezdolności do kochania tak, jak kochał go jego ojciec. To nie było przebaczenie. Ale to był początek.
Dziś, kiedy stoję na sali sądowej, nie reprezentuję tylko jednej sprawy. Reprezentuję wszystkie te osoby, które nazywano „zwykłymi kurami domowymi”, jakby to umniejszało ich wartość, inteligencję i siłę.