„To podpiszmy umowę najmu. Zapłacicie pierwszy czynsz i kaucję, a potem możecie się wprowadzić. Najważniejsze dla mnie jest to, żebyście byli porządnymi ludźmi i nie pili”.
„Nie pijemy” – zapewniła ją Simone. „I będziemy tu utrzymywać porządek”.
Podpisali umowę najmu, zapłacili i odebrali klucze. Następnego dnia przenieśli swoje rzeczy. Sierra nie miała wiele. Simone miała jeszcze mniej. Wszystko przepadło w pożarze. Ale to był początek nowego życia i Simone czuła, jak jej dawna pewność siebie wraca z dnia na dzień.
W poniedziałek rozpoczęła nową pracę. Zespół w Summit był przyjazny. Brenda Gene Holloway, główna księgowa, kobieta po pięćdziesiątce z siwymi włosami i życzliwym spojrzeniem, oprowadziła Simone po biurze, pokazała jej miejsce pracy i wyjaśniła jej obowiązki. Praca była wymagająca, ale przejrzysta i dobrze zorganizowana. Żadnych podejrzanych transakcji, żadnych fałszywych dokumentów. Wszystko było legalne i przejrzyste. Simone całkowicie oddała się pracy, sprawdzając rachunki, sporządzając raporty i weryfikując faktury. Ta rutyna działała uspokajająco. Przywróciła jej poczucie stabilności. Jej koledzy byli przyjaźni. Nikt nie zadawał zbędnych pytań o jej poprzednią pracę. Po tygodniu Simone poczuła, że odnalazła równowagę.
Ale myśli o pani Jenkins wciąż ją zaprzątały. Każdego ranka, przejeżdżając obok stacji Decatur, Simone zatrzymywała się, witała staruszkę i dawała jej pieniądze. Nie dawała reszty jak wcześniej, tylko sto lub dwieście dolarów. Pani Jenkins dziękowała jej, pytała, jak się czuje i wyrażała radość z powodu Simone.
„Kochana, tyle już dla mnie zrobiłaś” – powiedziała staruszka. „Nie musisz mi już dawać pieniędzy. Żyj własnym życiem”.
„Pani Jenkins, obiecuję, że pomogę ci znaleźć miejsce w domu opieki i zamierzam to zrobić. To tylko zajmie trochę czasu”.
Simone szukała informacji o domach spokojnej starości w mieście. Okazało się, że są domy publiczne i prywatne. Domy publiczne były darmowe, ale lista oczekujących była ogromna. Można było czekać latami. Domy prywatne były drogie, a ceny zaczynały się od 2500 dolarów miesięcznie. Dla Simone była to znacząca kwota, ale nie miała zamiaru się poddawać.
Przypomniała sobie ofertę Hayesa dotyczącą pomocy w publicznej instytucji i zadzwoniła do niego, aby przypomnieć mu o obietnicy. Kilka godzin później oddzwonił do Simone i podał jej numer telefonu do dyrektora domu spokojnej starości na obrzeżach miasta. Placówka nazywała się Serenity Gardens.
Simone pojechała tam i spotkała się z dyrektorką, Angelą Stone, energiczną kobietą. Dom wyglądał na czysty i zadbany. Pokoje były jasne, a w jadalni pachniało świeżo upieczonym chlebem. Starsi mieszkańcy siedzieli w pokoju wspólnym, oglądając telewizję i grając w warcaby.
„Mamy wolne miejsce” – powiedziała Angela. „Pokój jednoosobowy. Możesz zabrać swoją podopieczną na wizytę. Niech zobaczy, jak tam jest”. Simone to załatwiła i następnego dnia zabrała panią Jenkins do Serenity Gardens. Staruszka nieśmiało weszła do budynku i rozejrzała się. Angela poprowadziła ich przez piętra i wskazała pokój przeznaczony dla pani Jenkins. Był to mały, ale przytulny pokój: łóżko, komoda, szafka nocna, telewizor i okno z widokiem na ogród.
„Będziesz tu mieszkać” – powiedziała Angela. „Będziesz dostawać trzy posiłki dziennie w jadalni. Pielęgniarka jest obecna 24 godziny na dobę. Lekarz odwiedza cię co tydzień”.
Pani Jenkins stała na środku pokoju, a łzy spływały jej pomarszczonymi policzkami.
„Kochanie, to jak sen. Nigdy bym sobie czegoś takiego nie wyobraziła”.
Simone objęła ją ramieniem.
„To prawda, pani Jenkins. Zasługuje pani na spokojną starość”.
Staruszka prychnęła i oparła się o Simone. „Jesteś aniołem, prawdziwym aniołem Bożym. Jak mogę ci kiedykolwiek wystarczająco podziękować?”
„Już mi się odwdzięczyłaś. Uratowałaś mi życie. Teraz moja kolej, żeby ci pomóc.”
Wróciły do biura Angeli i wypełniły dokumenty. Pani Jenkins mogła się dziś przeprowadzić.
„Nie mam nic dobytku” – powiedziała staruszka. „Tylko ubrania, które mam na sobie.”
„W porządku” – odpowiedziała Simone. „Kupimy wszystko, czego potrzebujesz. Ubrania, buty, kosmetyki. Zaraz pójdziemy na zakupy.”
Resztę dnia spędziły na zakupach. Simone kupiła pani Jenkins dwa komplety, ciepły szlafrok, kapcie, szczoteczkę do zębów, mydło, szampon i ręczniki. Staruszka zawstydziła się i powiedziała, że to za dużo, ale Simone nie słuchała. Zobaczyła, że oczy pani Jenkins błyszczą szczęściem, i to była najpiękniejsza nagroda.
Pod wieczór wróciły do Serenity Gardens. Pani Jenkins wzięła prysznic – pierwszy od wielu miesięcy – i włożyła czyste ubranie z pomocą pielęgniarki. Kiedy Simone weszła do jej pokoju,