Pewnego popołudnia Nira uścisnęła mi dłoń i szepnęła: „Tata ciągle z kimś rozmawia”.
Delikatnie pogłaskałam ją po włosach i powiedziałam: „Tata jest bardzo zajęty pracą, kochanie”. Skinęła głową, ale w jej oczach wciąż tlił się niepokój. Nie robiłam z tego wielkiej sprawy.
Zrobił to dla nas. A przynajmniej tak sobie powtarzałam.
W moim wnętrzu dziecko kopało i poruszało się, żywe i silne, nieustanne źródło pocieszenia. Jeszcze trochę, pomyślałam. Wkrótce go poznamy.
Nira, Ace, myślałam, że jesteśmy kompletni. Wierzyłam, że nasze szczęście jest trwałe i solidne.
Nie wiedziałam wtedy, jak kruche ono jest.
Dwa tygodnie przed terminem porodu obudziłam się z nagłym, przeszywającym bólem. Mój brzuch skręcał się w regularnych falach. Wiedziałam od razu: to poród.
„Ace, dziecko się rodzi!” Potrząsnęłam nim, żeby go obudzić.
Poruszył się, siląc się na spokojny głos. „Dobrze. Jedźmy do szpitala”. Wziął mnie za rękę.
Ale zamiast się spieszyć, zawahał się. „Czekaj, muszę się czegoś napić” – powiedział i wyszedł z pokoju.
Leżałam w łóżku, oddychając mimo bólu. Minuty ciągnęły się w nieskończoność, dwadzieścia. Skurcze stawały się coraz silniejsze, bliższe i bardziej bolesne. „Proszę, pospiesz się” – zawołałam, ale nikt nie odpowiedział.
Usłyszałam otwieranie szuflad i szelest papierów w salonie. Co on robił? Moje myśli były zamglone bólem. Chciałam tylko dotrzeć do szpitala.
Po ponad pół godzinie w końcu wrócił. „Przepraszam. Szukałem ubezpieczenia” – powiedział upiornie beznamiętnym głosem, pozbawionym naglącej potrzeby, która mnie rozdzierała.
Podczas jazdy ból stał się nie do zniesienia. Zbytnia ostrożność.
„Proszę, jedź szybciej” – błagałam go.
„Musimy uważać” – odpowiedział, nie patrząc na mnie.
W porządku, to jest obraz, ból i tekst "021 021"
Kiedy dotarliśmy, ledwo mogłam ustać. Z pomocą J. pielęgniarki wbiegły, posadziły mnie na wózku inwalidzkim i zawiozły prosto do gabinetu zabiegowego. W chwili, gdy lekarz przeglądał USG, jego twarz się ściągnęła.
„Tętno dziecka jest niebezpiecznie słabe. Przygotujcie się na cesarskie cięcie, natychmiast”.
Jego słowa wydawały się nierealne, jakby dochodziły z daleka. „Co?” „Czy moje dziecko jest w porządku?” błagałam, ale nie odpowiedział;