Szli w milczeniu przez jakieś dwadzieścia minut. Siergiej czuł, jak wszystko w nim się zaciska. Jak to możliwe, że sprawy potoczyły się w ten sposób? Przecież postępował zgodnie z prawem. Przekonał sędziego, że matka nie jest idealna. Że on może zrobić lepiej. I co się okazało? Dziecko cierpiało każdego dnia. A on, Siergiej, nie miał zielonego pojęcia, co dalej robić.
W domu Dima natychmiast położył się z powrotem na kanapie. Nie jadł absolutnie nic. Siergiej próbował z nim spokojnie rozmawiać, ale chłopiec po prostu odwrócił się do ściany. Godzinę później spał twardo. Siergiej siedział sam w kuchni i pił piwo z puszki. W głowie huczało mu: co robić? Co teraz?
Trzeciego dnia Dima w ogóle nie wstał z kanapy. Powiedział cicho, że strasznie boli go brzuch. Siergiej był przerażony i wezwał lekarza, który przyjechał do domu. Przybyła szybko, dokładnie zbadała chłopca i spokojnie powiedziała:
— Fizycznie jest całkowicie zdrowy. Ale dziecko jest w stanie silnego stresu. Widzisz to? Jest ciągle spięty.
— I co mam teraz zrobić?
— Porozmawiaj z nim spokojnie. Spróbuj spokojnie zrozumieć, co go tak boli.
Lekarz wyszedł z mieszkania. Siergiej usiadł obok Dimy na kanapie.
— Powiedz mi. Co dokładnie boli?
— Nie wiem.
— Co masz na myśli, mówiąc, że nie wiesz?
— Wszystko boli.
— Gdzie dokładnie?
— W środku. Wszędzie.
Siergiej westchnął ciężko. Potem sięgnął po telefon i zadzwonił do mamy. Jakąś godzinę później przyszła. Weszła do mieszkania i długo patrzyła na Dimę…
— Serżoża, co ty, na litość boską, robisz temu dziecku?
— Co ja robię?
— To dziecko po prostu marnieje. Tylko mu się dobrze przyjrzyj.
— Robię, co mogę!
— Więc zrób, co w twojej mocy. On chce wrócić do matki.
— Mamo, nie wracaj do tego tematu.
— Niczego nie zaczynam. Po prostu mówię ci prawdę. Zabrałeś go od niej z czystej upartości, a teraz sam nie wiesz, co z nim zrobić.
— Nie zabrałem go z upartości!
— Wręcz przeciwnie. Z upartości i złości. Byłeś zły na Lenę i postanowiłeś ją skrzywdzić przez swojego syna.
— To wcale nieprawda!
— To prawda. Serżoża, jesteś dorosłym mężczyzną. Pomyśl o tym. Dima cierpi każdego dnia. Jest z nim naprawdę źle. A ty co robisz? Próbujesz udowodnić wszystkim, że masz rację?
Siergiej nic nie powiedział. Potem wyszedł na balkon, żeby zapalić. Drżącymi rękami zapalił papierosa. W głowie kłębiły mu się ciężkie myśli. Czy matka miała rację? A może miała całkowitą rację. Czy naprawdę zabrał Dimę tylko ze złości? Żeby zranić Lenę? Żeby w końcu poczuła, jak bardzo go boli?
Wieczorem matka wróciła do domu. Dima leżał nieruchomo na kanapie. Siergiej podszedł do niego i ostrożnie usiadł obok.
— Dima, posłuchaj. Chcesz jutro pójść do mamy?
Chłopiec gwałtownie uniósł głowę i spojrzał na ojca.
— Naprawdę? Czy to dozwolone?
— Naprawdę. Jutro rano idziemy do niej.
— Naprawdę nie kłamiesz?
— Nie. Nie kłamię.
Dima natychmiast mocno przytulił ojca. Siergiej powoli przeczesał ręką włosy. W środku wszystko go bolało.
Następnego dnia pojechali do Leny. Mieszkała dwie dzielnice dalej. Siergiej zatrzymał samochód przed jej mieszkaniem.