Mówił spokojnie, wręcz uprzejmie.
„Słyszałem, że kupiłeś tę nieruchomość” – powiedział. „Jeśli chcesz, kupię ją od ciebie. Zapłacę podwójnie”.
Marina spojrzała na niego uważnie.
„Po co ci mój stary dom?”
Mężczyzna zastanowił się przez chwilę i odpowiedział wymijająco:
„Ta ziemia nie jest szczególnie tania. Ludzie często się stąd wyprowadzają. Po prostu oferuję ci dobrą okazję”.
Po czym dodał nieco ciszej:
„Samotnej kobiecie nie zawsze jest tu łatwo”.
Kiedy jego samochód odjechał, Marina długo stała na podwórku. Powoli zaczął w niej narastać zimny gniew. Przez lata spędzone w więzieniu nauczyła się nie bać insynuacji ani nacisków.
I tego samego wieczoru postanowiła posprzątać podwórko. Pierwszą rzeczą, do której poszła, była ta dziwna chata.
Marina założyła rękawice robocze, wzięła łom i ciężki młot kowalsko-kowalski. Każde uderzenie w spróchniałe deski brzmiało głucho i mocno. Deski pękały i rozpadały się na kawałki. Wkrótce pod spodem pojawiła się gruba betonowa płyta.
Marina zatrzymała się i zmarszczyła brwi. Kto wylewałby beton pod zwykłą psią budę?
Podniosła młot i uderzyła ponownie. Beton zaczął się kruszyć. Po kilku minutach w środku płyty pojawiła się szczelina. Marina użyła łomu i z impetem odepchnęła kawałek betonu.
Pod płytą otworzyła się ciemna dziura. Marina powoli uklękła i zajrzała do środka.
W tym momencie zamarła na widok tego, co zobaczyła… 😨😲
Na dnie stało metalowe pudełko. Serce zabiło jej mocniej. Ostrożnie zeszła na dół, chwyciła zardzewiałe wieko i otworzyła je.
W środku leżały starannie ułożone paczki dolarów, spięte gumkami recepturkami. Obok nich leżały stare dokumenty i kilka paszportów z różnymi nazwiskami.
Marina po prostu patrzyła przez kilka sekund, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. W tym momencie z ulicy dobiegł znajomy dźwięk silnika.