Nagle telefon gwałtownie zawibrował w moich zakrwawionych dłoniach, wyrywając mnie z szoku. Na ekranie blokady pojawił się SMS. Był od Marthy.
Od razu go otworzyłam, serce podskoczyło mi do gardła, rozpaczliwie pragnąc choćby odrobiny macierzyńskiego pocieszenia, drobnej wymówki czy przeprosin za opóźnienie.
To, co przeczytałam, sprawiło, że krew w moich żyłach zamieniła się w lodowaty lód.
Rozdział 2: Wycena za dolara
Wpatrywałam się w świecący dymek SMS-a od mamy. Nie pytał o aktualne parametry życiowe Mii. Nie pytał, czy już wyszła z operacji. Nie składał modlitwy ani nawet pustej, ogólnikowej obietnicy, że są blisko.
Brzmiał on następująco: „Eleno, twoja siostra potrzebuje 10 000 dolarów na ekskluzywny pakiet zabiegów spa dla nowożeńców na jutro rano z druhnami. Zaliczka jest wymagana dzisiaj, a jej karta została odrzucona. Przelej pieniądze na jej konto osobiste natychmiast, żeby nie straciła rezerwacji”.
Zaczęły mi się trząść ręce. Nie z powodu panicznego, bezradnego przerażenia matki czekającej na chirurga, ale z nagłej, gwałtownej, sejsmicznej furii.
Uderzyłam w…