Pewnego dnia pojawił się przy wejściu do budynku w Sarrià. Padał deszcz, był przemoczony do suchej nitki, z wyrazem niemal żałosnej rozpaczy na twarzy.
„Alex, proszę… porozmawiajmy” – powiedział, podchodząc do mnie.
Gabriel stanął przede mną.
„Nie masz pozwolenia”.
„To moja żona!” – krzyknął Tomás.
Podszedłem do wejścia do budynku.
„Tomás” – powiedziałem – „w tym tygodniu podpisuję papiery rozwodowe”.
Pokręcił głową, jakby to był okrutny żart.
„Nie możesz mi tego zrobić. Ja… zrobiłem dla nas wszystko”.
„Wszystko zrobiłeś sam” – poprawiłem go.
Ale Tomás nie chciał pogodzić się z rzeczywistością.
„Nie przetrwasz beze mnie”. „Nie potrafisz negocjować, nie potrafisz przewodzić, nie potrafisz się bronić” – powiedział podniesionym głosem. „Potrzebujesz kogoś, kto pomyśli za ciebie”.
Zrobiłam krok w jego stronę.
„Latami tak myślałam. I to była moja tragedia”.
Otworzył usta, ale uniosłam rękę.
„Teraz mam zasoby. Mam wsparcie. A przede wszystkim mam jasność umysłu. Nie będę już żyła w twoim cieniu”.