Żadnych obelg.
Żadnego strachu przed trzaśnięciem drzwiami.
Żadnych gniewnych kroków zbliżających się do korytarza.
Tylko cisza.
Taka cisza, która przynosi ukojenie.
Po kilku tygodniach otrzymałem ostateczny e-mail: rozwód został oficjalnie zatwierdzony, wraz z nakazem sądowym. Zamknąłem dokument i uśmiechnąłem się.
Koszmar się skończył.
I to ja ugasiłem pożar.
Brak powiązanych postów.