To już nie był konflikt rodzinny.
Musiałem coś zrobić, żeby uratować córkę.
I to właśnie zrobiłem.
Trzy dni później dwa radiowozy podjechały przed biuro Daniela.
W tym momencie właśnie wyszedł z budynku w drogim garniturze i rozmawiał przez telefon, zupełnie nieświadomy tego, co się dzieje.
Funkcjonariusze spokojnie podeszli do niego i poprosili, żeby poszedł z nimi.
Na początku się uśmiechnął, pewien, że to jakieś nieporozumienie.
Ale kiedy odczytali mu zarzuty, jego twarz natychmiast się zmieniła.
Oszustwa finansowe. Fałszerstwa. Nielegalne przelewy pieniędzy za pośrednictwem firm-słupów.
Zacząłem go badać natychmiast po tamtej nocy w restauracji.
Przez tygodnie zbierałem dokumenty, korespondencję, wyciągi bankowe i zeznania osób, które wcześniej bały się mówić.
Kiedy zebrałem wystarczająco dużo dowodów, przekazałem wszystko prawnikom i śledczym.
I okazało się, że to więcej niż wystarczyło.
Sprawa trafiła do sądu.
Danielowi grozi kara od pięciu do siedmiu lat więzienia. 😕😕😕😕