Dni zamieniły się w tygodnie, a Ethan stopniowo zniknął z jej myśli. Nie potrzebowała już ani jego, ani jego aprobaty. To, co zbudowała, należało do niej. I nikt – a już na pewno nie on – nie mógł jej tego odebrać.
Po raz pierwszy Emily poczuła, że jest dokładnie tam, gdzie powinna być.
I tym samym pewien rozdział się zamknął.
Koniec męskiego imperium.
Początek kobiecego rozkwitu.