pobliskim stoisku.
„W czym mogę pomóc?” zapytał.
„Tak” – odpowiedziałam, starając się brzmieć nonszalancko. „Szukam Hartwell Solutions”.
Zawahał się, a potem zmarszczył brwi. „Proszę pani… ta firma ogłosiła upadłość trzy lata temu”.
Zaśmiałam się, za wcześnie. „To niemożliwe. Mój mąż tu pracuje. Był tu dziś rano”.
Strażnik pokręcił głową. „Ten budynek stoi pusty od czasu zamknięcia. Przyjeżdżamy tylko na inspekcje”.
Ręce zaczęły mi drżeć.
Odsunęłam się i zawołałam męża.
„Gdzie pan jest?” zapytałam.
„W biurze” – odpowiedział natychmiast. „Na spotkaniu”.
„W którym biurze?”
„W tym, które zwykle” – powiedział. „Zadzwonię później”. »
Rozmowa dobiegła końca.
Stałam tam jak sparaliżowana – dopóki syn nie pociągnął mnie za rękaw.
„Mamo” – wyszeptał, wskazując na rampę prowadzącą do podziemia. „To samochód taty”.