W ciągu dnia dom wyglądał mniej strasznie, ale wciąż dziwnie. Za duży dla jednej osoby. Za cichy.
Alina ostrożnie przechodziła przez pokoje, jakby bała się kogoś obudzić.
I wtedy ją zobaczyła.
Drzwi na końcu długiego korytarza.
Różniły się od pozostałych.
Stare. Ciemne. Z metalowym zamkiem.
Wszystkie inne drzwi były nowe. Te nie.
Podeszła bliżej.
Jej serce zaczęło bić szybciej.
Klamka była zimna.
Zamknięte.
Alina miała już wyjść, gdy zauważyła coś dziwnego.
Drapanie.
Z wewnętrznej strony drzwi.
To było tak, jakby ktoś próbował uciec.
Jej oddech stał się płytki.
„To głupota” – powiedziała do siebie.
Ale to był ten moment…
Usłyszała jakiś dźwięk.
Cicho.
Słabo.
Z wnętrza.
To było tak, jakby ktoś pogłaskał drewno palcami.
Alina gwałtownie cofnęła dłoń.
„Nie…” – wyszeptała.
To niemożliwe.
Dom był pusty.
Widziała na własne oczy, jak Konstantin odszedł.
Cofnęła się o krok.
I nagle sobie to przypomniałam.
W nocy głos powiedział:
„Ona jest tutaj…”
Nie „ktoś”.
Ona.
Jej.
Alina poczuła zimny dreszcz przebiegający po kręgosłupie.
Nie mogła dłużej wytrzymać w tym korytarzu.
Odwróciła się i prawie pobiegła z powrotem do sypialni.
Zamknęła drzwi.
Usiadła na łóżku.
Jej ręce drżały.
Próbowała znaleźć logiczne wytłumaczenie.
Może to rury.
Może wiatr.
Może to jej wyobraźnia.
Ale serce znało prawdę.
Kiedy Konstantin wrócił wieczorem do domu, spojrzała na niego inaczej.
Teraz dostrzegła szczegóły.
Jak unika patrzenia w tamtą część korytarza.
Jak szybko zmienia temat, gdy pyta o dom.
Jak zamyka coś na klucz w swoim biurze.
Tej nocy znowu nie mogła spać.
A potem podjęła decyzję.
Musi znać prawdę.
Kiedy zegar wybił drugą w nocy, wyszła z sypialni.
Dom spowijała ciemność.
Szła powoli.
Ostrożnie.
W kierunku tych samych drzwi.
Serce waliło mi w uszach.
Zatrzymała się przed sobą.
I nagle…
Głos rozległ się za nią.
Bardzo blisko.
– Nie otwieraj.
Alina krzyknęła i gwałtownie się odwróciła.
To był Konstantin.
Stał w ciemności.
A jego twarz nie była już spokojna.
W jego oczach był strach.
Naprawdę.
„Dlaczego?” wyszeptała.
Przez kilka sekund milczał.
A potem powiedział coś, co na zawsze zniszczyło jej poczucie bezpieczeństwa:
— Ponieważ… jest ktoś, kto nie powinien przeżyć.
Alina spojrzała na Konstantina, niezdolna się ruszyć.
— Co masz na myśli mówiąc… człowiek? — Jej głos był ledwo słyszalny.
Konstantin przesunął dłonią po twarzy. Po raz pierwszy odkąd się poznali, nie wyglądał na pewnego siebie mężczyznę, który panuje nad swoim światem, ale na zmęczonego.
— Nie powinnaś była wiedzieć tak wcześnie — powiedział cicho.
Podszedł bliżej, ale pozostał na dystans, jakby bał się ją jeszcze bardziej wystraszyć.
— Ma na imię Wiktor. To mój starszy brat.
Alina czuła się, jakby wszystko w niej się zawaliło.
— Brat?..
« Trzydzieści lat temu miał wypadek. Samochód dachował. Wszyscy myśleli, że umrze. Lekarze stwierdzili uszkodzenie mózgu. Że już nigdy nie będzie taki sam. »
Konstantin mówił powoli, jakby każde słowo sprawiało mu ból.
« Nasz ojciec nie mógł się z tym pogodzić. Zamknął go. Ukrył przed wszystkimi. Żeby nikt nie zobaczył, że jego syn… się zmienił. »
Alina zakryła usta dłonią.
— Czy on tu mieszka przez cały ten czas? W tym pokoju?
Konstantin skinął głową.
— Opiekuję się nim. Karmię go. Czasami przychodzą lekarze. Ale on… nie mówi dobrze. Czasami rozumie. Czasami nie.
Alina przypomniała sobie zadrapania na drzwiach.
Chciał wyjść na zewnątrz…
« Boi się samotności — powiedział cicho Konstantin. — Zwłaszcza gdy w jego życiu pojawia się ktoś nowy. »
— Dlatego powiedział… « Ona tu jest »…
Konstantin spuścił wzrok.
— Tak.
Zapadła między nimi cisza.
Alina czuła coś więcej niż tylko strach.
Czuła ból.
Nie mój.
Jego.
„Dlaczego nie powiedziałeś mi prawdy?” – zapytała.
Spojrzał na nią. W jego oczach była szczerość.
– Bo każdy odchodzi, gdy tylko się dowie.
To było powiedziane bez żadnych wyrzutów.
Zgadza się.
Jak wyrok, który już przyjął.
Alina stała tam, nie wiedząc, co zrobić.
Ten mężczyzna nie był potworem.
Był samotny.
Dźwigał na sobie odpowiedzialność, której sam nie wybrał.
Nie prosił o miłość.
Po prostu chciał, żeby ktoś został.
Alina zrozumiała jednak inną prawdę.
Nie była gotowa na takie życie.