Zapomniane dziecko
Clara opowiedziała wszystko, co pamiętała.
Daniela zabrano do sierocińca São Vicente w wieku sześciu lat przez kobietę podającą się za pracownika socjalnego. Powiedziała, że oboje jego rodzice zginęli w wypadku. Tam dorastał jako cichy, ale życzliwy człowiek, z talentem do rysowania.
Kiedy przeczytał wiadomość o zaginionych dzieciach, płakał bezgłośnie. Pewnego dnia, po kłótni w sierocińcu, uciekł i nigdy więcej go nie widziano.
Artur poczuł, jak lata milczenia go doganiają. Postanowił raz na zawsze odkryć prawdę.
Sierociniec i rysunek
Następnego ranka Artur wynajął prywatnego detektywa i zabrał Clarę ze sobą do starego sierocińca São Vicente. Budynek był zrujnowany, ale nadal mieszkała tam starsza zakonnica, siostra Madalena.
Kiedy zobaczył portret, zbladł. „Boże… Daniel. Pamiętam go. Taki miły chłopiec”.
Artur porównał dokumenty i odkrył coś niepokojącego: dzień, w którym Daniel przybył do sierocińca, był tym samym dniem, w którym policja przerwała poszukiwania jego zaginionego brata.
„Jak on się tu znalazł?” – zapytał.
Zakonnica wyjaśniła, że chłopca przyprowadziła kobieta z fałszywymi dokumentami, twierdząc, że jest sierotą. Dokumenty zostały przyjęte bez sprzeciwu w czasie chaosu panującego w kraju.
Artur zacisnął pięści. Teraz wszystko nabrało sensu: porwanie, fałszywe tropy, cisza. Jego brat mieszkał zaledwie kilka mil stąd przez te wszystkie lata.
Potem zakonnica wspomniała o czymś jeszcze. Zanim zniknął, Daniel zostawił rysunek.
Przedstawiał on duży dom, fortepian i dwoje dzieci trzymających się za ręce. W rogu, drżącym pismem, widniał napis: „Nazywam się Lucas Menezes. Pewnego dnia mój brat mnie znajdzie”.
Zarówno Artur, jak i Klara płakali. Prawda w końcu nabierała kształtów.
W poszukiwaniu utraconych lat
Artur wrócił do domu i położył rysunek obok portretu. Podobieństwo było niezaprzeczalne.
Zaczął analizować każdy dokument, każdy raport, aż pojawił się trop: niejaki Daniel Lucas Menezes był hospitalizowany lata wcześniej po wypadku.
Arthur i Clara natychmiast wyszli. Lekarz ze starego szpitala pamiętał młodego mężczyznę.
„Miał problemy z pamięcią” – powiedział cicho lekarz. „Cichy chłopiec, ciągle rysował. Szkicował dzieci i fortepiany”.
Ze starego segregatora lekarz wyciągnął kolejny rysunek. Przedstawiał ten sam dom, tę samą dwójkę dzieci.
Przed wyjściem ze szpitala mężczyzna zostawił list, w którym napisał, że wróci do sierocińca São Vicente.
Arthur i Clara wrócili. Budynek był opuszczony, porośnięty bluszczem. Wewnątrz, na popękanej ścianie, znaleźli nowe rysunki: świeże, ale wyblakłe od czasu.
Dom. Fortepian. A pod spodem napis: „Wróciłam, ale nikt na mnie nie czekał”.
Clara wybuchnęła płaczem. „On wrócił, Arturze. On wrócił”.
Oczy Artura napełniły się łzami. Jego brat próbował wrócić do domu… i znowu o nim zapomniano.
Spotkanie
Kilka tygodni później jeden ze śledczych przyniósł nowe informacje. W małym górskim miasteczku artysta uliczny podpisywał swoje prace nazwiskiem Lucas Menezes.
Artur i Klara natychmiast tam pojechali. Rynek miasta był pełen światła, śmiechu i małych straganów. I wtedy Klara go zobaczyła.
Mężczyzna z krótką brodą siedział i malował portret dziecka, jego wzrok był spokojny i skupiony. Było w nim coś, co wydawało się boleśnie znajome.
Podszedł powoli. Mężczyzna podniósł wzrok. „Znam cię” – mruknęła. „Z sierocińca… Klaro”.
Łzy natychmiast popłynęły jej po twarzy. „Tak, to ja”.
Artur zrobił krok naprzód, a jego głos drżał. „Lucas”.
Mężczyzna zamarł, zdezorientowany.