Podróż na Malediwy miała być dla naszego rocznicy.
Przynajmniej tak mi powiedział, gdy rezerwował penthouse z tarasami nad wodą, prywatnymi kolacjami i tymi absurdalnymi zabiegami spa dla ludzi udających, że życie jest proste.
Byłam w naszym apartamencie w Chicago, z otwartą walizką, butami ustawionymi przy drzwiach, i pozwoliłam, aby cisza mnie otuliła.
Bez krzyków.
Bez telefonów.
Bez pytań o wyjaśnienie.