przedmiot.
Wtedy nie zrozumiałam, dlaczego tak na to nalega.
Teraz rozumiałam aż za dobrze.
– Gdzie ona jest? – zapytałam, patrząc prosto na Karolinę.
Karolina siedziała na brzegu kanapy, noga założona na nogę, w dopasowanej bordowej sukience, jakby zaraz miała wyjść na kolację, a nie przyznać się do czegoś obrzydliwego. Zawsze wyglądała tak, jakby życie miało jej coś dać tylko za sam fakt, że weszła do pokoju. Perfekcyjny makijaż. Długie paznokcie. Włosy ułożone niedbale w sposób, który kosztował co najmniej godzinę.
Wzruszyła ramionami.
– Sprzedałam ją.
To jedno zdanie przecięło powietrze jak szkło.
Przez chwilę nawet nie poczułam bólu. Najpierw przyszło niedowierzanie. To krótkie, lodowate zawieszenie, kiedy człowiek jeszcze czeka, aż ktoś się roześmieje i powie, że to żart. Że źle zrozumiał. Że nic z tego nie może być prawdą.
Ale Marek nie drgnął. Nie oburzył się. Nie spojrzał na siostrę z szokiem. Siedział przy stole z telefonem w dłoni, z twarzą napiętą i zamkniętą, dokładnie taką, jaką miał zawsze wtedy, gdy już wiedział, że to, co zrobiła Karolina, jest nie do obrony, ale i tak postanawiał bronić jej przede mną.
– Sprzedałaś… moją szkatułkę po mamie? – usłyszałam swój głos, dziwnie pusty. – Bez pytania? Bez słowa?
Karolina odchyliła się na poduszki.
– Alicja, proszę cię. Stała na komodzie od miesięcy. Zbierała kurz. Nawet do niej nie zaglądałaś.
– To nie była twoja rzecz.
– Ale pieniądze są teraz potrzebne – wtrącił Marek. – Karolina musi dopłacić za mieszkanie. Przecież wiesz, jaka jest sytuacja.
Sytuacja.
To słowo słyszałam od lat. Sytuacja Karoliny. Sytuacja jej syna. Sytuacja po rozwodzie. Sytuacja z kredytem. Sytuacja z samochodem. Sytuacja z czynszem. Sytuacja z nową pracą. Zawsze jakaś sytuacja, zawsze nagła, zawsze pilniejsza niż moje granice, moje pieniądze, moje zmęczenie, moje rzeczy.