„Zawsze tak było, Rodrigo” – powiedział. „Wszystko kręciło się wokół lokalizacji, rozwoju, przyszłości. Wszystko koncentrowało się na teraźniejszości”.
Rodrigo po raz pierwszy poczuł, że być może pomylił rozwój z ucieczką.
„Moje marzenie nie będzie kolejnym projektem” – powiedział cicho.
„Udowodnij to” – odpowiedziała Gabriela. „Nie udowadniaj tylko, że ci to odpowiada”.
Schylił się, podniósł drewno i ruszył w drogę.
„Mój dom jest wciąż taki sam, jak zawsze” – dodał. „Jeśli chcesz go spotkać, kiedy się urodzi, będziesz wiedział, gdzie mnie znaleźć”.
Valetipa spojrzała na Rodriga surowo.
„Jeśli wybierzesz tę drogę” – powiedział – „nic już nie będzie takie samo”.
Rodrigo ruszył powoli.
„Wiem”.
Wsiadł na konia i odjechał, nie oglądając się za siebie.
Rodrigo został sam na drodze, obserwując, jak Gabriela powoli, ale pewnie odchodzi, niosąc ze sobą życie, które ignorował.
Po raz pierwszy nie myślał o pracy, biznesie ani prestiżu.
Myślał o dziecku, którego jeszcze nie poznał.
I o kobiecie, która miała siłę odejść bez niego.
I zrozumiał, z nowym ciężarem na piersi, że prawdziwy rozwój nie zawsze idzie w górę.
Czasami zmusza do powrotu.
Odbudowy.
Przepraszam.
Zacznijmy na poważnie.
Aby kontynuować czytanie, kliknij (DALEJ) tutaj