Moja Czarna Karta.
Moja ręka powędrowała do wewnętrznej kieszeni marynarki. Była pusta. W samochodzie uleciało powietrze. Ta bezczelność nie była po prostu kryminalna; graniczyła z psychozą. Karta Centurion nie ma ustalonego limitu wydatków, ale przesunięcie pięciomilionowej karty wymagało ręcznej autoryzacji, podpisu i czystej, bezczelnej pewności siebie kogoś, kto uważał się za absolutnie nietykalnego.
„Zmiana planów, Marcus” – powiedziałem kierowcy, a mój głos był niesamowicie spokojny, pomimo adrenaliny, która rozpalała mi krew w żyłach. „Śledź adres sprzedawcy. Greenwich, Connecticut. Zawieź mnie tam natychmiast”.
Biuro Prestige Realty Group było pomnikiem podmiejskiego przepychu – pełne białych marmurowych podłóg, wysokich kolumn i ostentacyjnych, złoconych detali. Przepchnęłam się przez ciężkie, szklane drzwi bez pukania.
Znalazłam je w wielkim holu. Beatrice siedziała przy mahoniowym stole, wymachując piórem Montblanc nad stertą dokumentów do zamknięcia. Julian opierał się o aksamitny fotel, wznosząc toast za własne odbicie kieliszkiem darmowego, starego szampana.
„Anuluj transakcję, Beatrice” – rozkazałam.
Brzmienie kieliszka szampana ucichło. Agentka nieruchomości, kobieta w sztywnym różowym kostiumie, spojrzała w górę z niepokojem.
„Elena!” Beatrice sapnęła, ale natychmiast otrząsnęła się z zamyślenia, a jej twarz wykrzywiła się.