Publicité

Sinha urodziła trojaczki i nakazała niewolnikowi zniknąć z tym, który urodził się najciemniejszy – BN

Publicité

Benedita wpatrywała się w uśpioną buzię dziecka. Było małe, niewinne. Od razu wiedziała, co to oznacza: dziecko miało ciemną cerę, a pułkownik Tertulian Cavalcante nie miał niczego podejrzewać.

Z dzieckiem owiniętym przy piersi, Benedita przeszła przez ogródek kawowy w blasku księżyca. Jej bose stopy zapadły się w czerwoną ziemię. Wiedziała, że ​​jeśli wróci z tym dzieckiem, zostanie zachłostana na śmierć. Jeśli posłucha i je zostawi, będzie musiała dźwigać ten ciężar na sumieniu.

Godzinami szła w kierunku opuszczonej chaty na skraju dżungli. Gliniane ściany porastał mech, a gliniana podłoga była wilgotna. Benedita uklękła i położyła dziecko na starym kocu. „Zasługiwałeś na więcej, mój synu” – szlochała, wypowiadając te słowa, które nigdy się nie spełnią. Coś w niej pękło.

Wrócił do wielkiego domu, gdy świtało. Jego ręce drżały, gdy usłyszał tętent koni na dziedzińcu. Krew zamarła mu w żyłach. Pułkownik Tertulian Cavalcante przybył wcześniej niż się spodziewano.

„Gdzie moja żona? Czy dzieci już się urodziły?” krzyknął pijany strachem.

Był wysokim mężczyzną z gęstym wąsem i surowym spojrzeniem. W korytarzu wpadł na Doñę Sebastianę. „No to, Doño Sebastiano, ile?” zapytał, kładąc jej rękę na ramieniu.

Akuszerka odpowiedziała bez wahania: „Troje, pułkowniku. To były trojaczki”.

Twarz Tertuliana rozjaśniła się dumą. „Troje dziedziców!” zaśmiał się, bijąc się w pierś. Ale kiedy otworzył drzwi sypialni, zobaczył tylko dwoje niemowląt.

Amelia leżała blada, trzymając w ramionach dwójkę dzieci o jasnej karnacji i zaróżowionych policzkach. Zobaczyła wchodzącego męża i serce o mało jej nie stanęło. Musiała działać szybko. „Tertulian” – wyszeptała słabo, a jej oczy napełniły się wyćwiczonymi łzami. „Było ich trzech, tak, ale jeden, najsłabszy, nie przeżył. Urodził się z osłabionym oddechem i fioletową skórą. Doña Sebastiana próbowała wszystkiego. Bóg chciał, żeby wrócił”.

Pułkownik zamilkł. Uśmiech zniknął. „Czy ona nie żyje?” powtórzył.

Aby uzyskać pełny dostęp, przejdź na następną stronę lub kliknij otwartą stronę (>) i nie udostępniaj znajomym na Facebooku.

Publicité