Wypoleruj sztućce w jadalni.
Zmień pościel w pokoju gościnnym (niebieski apartament).
Dokładnie posprzątaj łazienkę na piętrze.
Śniadanie o 8:00 – owsianka, owoce, kawa (bez cukru)
Klara się uśmiechnęła.
Uwielbiała listy.
Sprawiały, że wszystko wydawało się łatwe do ogarnięcia.
Postawiła dzbanek kawy na kuchence – mocnej, czarnej kawy, zawsze dwie filiżanki gotowe dla Margaret dokładnie o 8:05 – i zaczęła przygotowywać śniadanie.
O 7:50 usłyszała kroki na górze. Głos Ethana rozbrzmiał echem.
„Klara, są gofry?”
„Nie dzisiaj” – odpowiedziała, podnosząc pokrywkę z kubka z owsianką. „Owsianka z owocami. Bardzo zdrowa”.
Pojawił się w drzwiach w piżamie w dinozaury, z włosami uniesionymi do góry i przetarł oczy.
„Zdrowe jest nudne” – poskarżył się. „Ale przynajmniej są jagody?”
„Tak” – powiedziała, stawiając przed nim miskę. „A jeśli je zjesz, staniesz się silny jak T-Rex”.
Zmarszczył brwi. „T-Rexy nie jadły owoców”.
„Silne jak… Stegozaur” – powiedziała.
„Jadły rośliny” – przyznał, sięgając po łyżkę. „Dobrze. Lubię Stegozaura”.
Nalała mu soku pomarańczowego i postawiła kubek kawy na końcu blatu, dokładnie tam, gdzie Margaret lubiła.
Jak zawsze, stukot obcasów rozniósł się echem po korytarzu.
„Dzień dobry” – powiedziała Clara.
Magdalena weszła do kuchni w kremowej bluzce i eleganckich spodniach, z idealnym makijażem i włosami spiętymi w gładki bob. Zerknęła na blat, wzięła kawę, nie patrząc na Clarę, i upiła łyk. „Za gorąca” – powiedziała.
„Przepraszam, pani Hamilton” – odpowiedziała szybko Clara. „Następnym razem dam mu trochę dłużej postygnąć”.
Margaret mruknęła bez słowa.
Jej wzrok powędrował po kuchni, rozejrzał się po sytuacji, a potem na chwilę zatrzymał się na wnuku.
„Upuściła pani owsiankę” – powiedziała.
Ethan przerwał w pół kęsa i sprawdził koszulę.
Nic nie było.
„Babciu” – powiedział cierpliwie. „Nie ma owsianki”.
„No cóż, pewnie jest” – powiedziała. „Proszę nie patrzeć w dół”.
Wzięła kolejny łyk kawy i podeszła do drzwi.
„Adam pracuje dziś z domu” – rzuciła przez ramię do Clary. „Dziś po południu przyjdą goście. Można powiedzieć, że inwestorzy. Dom musi być nieskazitelnie czysty. Jak zawsze”.
„Tak, proszę pani” – odpowiedziała Clara. Dopiero w południe Clara zauważyła, że drzwi do pokoju z biżuterią są otwarte.
Większość ludzi nie wiedziała, że w domu Hamiltonów istnieje takie pomieszczenie. Nie było ono uwzględnione w oficjalnym zwiedzaniu, które Margaret oprowadzała gości. Był to mały pokój, ukryty za biurem na piętrze, z klimatyzowaną szafką i sejfem w ścianie.
To tam przechowywano rodzinne pamiątki Hamiltonów.
Antyczne pieniądze, antyczne diamenty, antyczne złoto.
Clara weszła tylko na chwilę, żeby je odkurzyć.
Tego dnia sama wpisała to na swoją listę: tylko lekkie odkurzenie, nic specjalnego.
Kiedy przechodziła obok biura w drodze do pralni, zobaczyła, że drzwi są uchylone.
Dziwne, pomyślała.
Margaret zawsze je zamykała.
Clara zawahała się przez chwilę, a potem otworzyła je szerzej.
Szafka na biżuterię była zamknięta na klucz, sejf ukryty za panelem; wszystko wydawało się w porządku. Mimo to włosy na karku stanęły jej dęba.
Weszła do środka, przetarła szklane półki miękką szmatką, ostrożnie, żeby niczego nie dotknąć, po czym cofnęła się o krok i zamknęła drzwi.
Nie widziała brakującego elementu.
Nie wtedy.
Około 14:00 rozległ się krzyk.
Klara była na korytarzu na piętrze i odkurzała dywan.
Najpierw usłyszała głos Margaret.
Wysoki. Cienki.
„Niemożliwe! To było tutaj. TUTAJ!”
Potem rozległ się głębszy głos Adama, który starał się zachować spokój.
„Mamo, możesz…?”
„Nie waż się mówić mi, żebym była spokojna” – przerwała Margaret. „Twój ojciec mi to dał. To wszystko, co mi zostało”.
Klara wyłączyła odkurzacz.
Kroki zbliżyły się do pokoju z biżuterią.
Przywarła do ściany, gdy Margaret omal jej nie przycisnęła.
„Klaro” – warknęła Margaret. „Siedziałaś dziś przy gablocie z biżuterią?”
Klara przełknęła ślinę.
„Tak, odkurzyłam półki” – powiedziała. „Jak zawsze we wtorki. Nic nie otwierałam. Czemu, coś się stało…?”
„Zniknął” – powiedziała Margaret z wściekłością w oczach. „Naszyjnik mojej mamy. Szmaragdowy wisiorek. Zniknął”.
Klara poczuła ucisk w żołądku.
„Ja… Nie widziałam go” – powiedziała. Nigdy…
„Byłaś tu sama” – przerwała Margaret. – „Ty i ta druga dziewczyna”.
„Tą drugą dziewczyną” była Paula, weekendowa pomoc domowa, która czasami przychodziła we wtorki, kiedy było dużo pracy.
„Była tu tylko dwie godziny” – powiedziała Clara. – „Nigdy nie weszła do tego pokoju”.
„Skąd wiesz?” – zapytała Margaret.
„Bo byłam z nią” – powiedziała Clara z rumieńcem na twarzy. „Razem posprzątaliśmy apartament gościnny i łazienkę na górze. Pani Hamilton, przysięgam, że nie…”
Adam pojawił się za nią.