Część druga – Spowiedź
Keith zesztywniał.
Spojrzał na Garrisona.
„Naprawdę musi tak być?” wyszeptał.
„Jesteś powodem, Keith” – mruknął ostro Garrison, ocierając pot z górnej wargi. „Chodź na górę. I na litość boską, nie kłam. Ona najwyraźniej wszystko wie”.
Keith podszedł do miejsca dla świadków. Nogi ciążyły mu, jakby brodził w mokrym cemencie.
Usiadł, a komornik złożył przysięgę. Keith zajrzał do sali sądowej i starał się zachować spokój.
To był Keith Simmons. Był odnoszącym sukcesy biznesmenem. Zamykał interesy. Ta starsza kobieta w białym garniturze blefowała. Musiała.
Katherine podeszła do podium. Nie miała przy sobie żadnych dokumentów. Położyła ręce na drewnie i spojrzała na niego.
„Panie Simmons” – zaczęła, a jej głos brzmiał zwodniczo lekko. „Porozmawiajmy o korku, o którym pan wspominał – tym korku, który rzekomo opóźnił moją córkę”.
Keith prychnął nerwowo.
„To była metafora. Zawsze się spóźnia. Jest niezorganizowana”.
„Zdezorganizowana?” – powtórzyła Katherine. „Czy to dlatego pan zajmował się wszystkimi finansami w małżeństwie – bo Grace była zbyt niezorganizowana, żeby rozumieć liczby?”
„Dokładnie” – powiedział Keith, nabierając pewności siebie. „Grace to marzycielka. Maluje. Jest wolontariuszką w schronisku dla zwierząt. Nie ma pojęcia o stopach zwrotu z inwestycji ani o pozycjach giełdowych. Zrobiłem wszystko, co w mojej mocy, żeby zabezpieczyć naszą przyszłość”.
„Żeby zabezpieczyć twoją przyszłość” – powiedziała Katherine, kiwając głową. „Czy to dlatego kupiłeś mieszkanie w Miami 14 marca tego roku – to mieszkanie zarejestrowane na Simmons Holdings LLC?”
Keith zamrugał oczami. „To… to była nieruchomość inwestycyjna do portfela”.
„Dziwne” – powiedziała Katherine. „Bo według wyciągów z karty kredytowej powiązanych z tą nieruchomością – wyciągów, które próbowałeś zniszczyć, ale twoja asystentka, ta bardzo zapracowana pani Higgins, zapomniała wyjąć z cyfrowego kosza – kupiłeś meble do pokoju dziecięcego”.
Grace w pokoju zamarła. Zakryła usta dłonią.
„To było ustawione” – powiedział szybko Keith. „Ustawione, żeby podnieść wartość sprzedaży”.
„Na pokaz” – zgodziła się Katherine, podchodząc o krok bliżej. „A diamentowa bransoletka tenisowa kupiona trzy dni później u Tiffany’ego na Piątej Alei – też była na pokaz, czy dla kobiety mieszkającej w mieszkaniu?”
„Przedmiot” – przerwał Garrison, wstając, choć wyglądało na to, że wolałby być gdzie indziej. „Znaczenie, proszę pana”. Nowy Jork to stan, w którym obowiązuje rozwód bez orzekania o winie. Niewierność nie ma wpływu na podział majątku.
„Tak jest jednak w przypadku, gdy do jego umożliwienia wykorzystano fundusze małżeńskie” – orzekł sędzia Henderson, patrząc na Keitha surowym wzrokiem. „Powództwo odrzucone. Proszę odpowiedzieć na pytanie, panie Simmons”.
Keith kurczowo trzymał się poręczy stanowiska dla świadków.
„Ja… ja nie wiem, o czym ona mówi”.
Katherine się uśmiechnęła.
To był uśmiech drapieżnika, który już poczuł smak krwi.
„Naprawdę nie?” – zapytała spokojnie. „Dobrze. Na razie nie rozmawiajmy o mieszkaniu. Do Sashy wrócimy później”.
Keith wzdrygnął się na dźwięk tego imienia.
„Porozmawiajmy o pańskiej firmie, Apex Ventures” – kontynuowała Katherine. „Złożył pan zeznania pod przysięgą, że pański dochód w zeszłym roku wyniósł czterysta tysięcy dolarów”.
„Zgadza się” – odparł szybko Keith. „Rynek był w dołku”.
„Rynek był w dołku” – powtórzyła Katherine, niemal rozbawiona. Odwróciła się do pustej ławy przysięgłych, a potem z powrotem do sędziego. „Wysoki Sędzio, mam tu wyciągi bankowe z First National Bank of Cyprus. Wynika z nich, że dokładnie tego samego dnia, w którym pan Simmons twierdził, że „rynek jest w dołku”, na konto Apex Ventures wpłynęła kwota dwóch milionów dolarów”.
Uniosła kartkę papieru.
„A oto dowód wypłaty. Panie Simmons, czy może pan powiedzieć sądowi, na co pan wydał te dwa miliony dolarów?”
Keith milczał. Czuł suchość w gardle.
„Pomogę panu” – powiedziała Katherine. „Kupiłeś kryptowalutę – a konkretnie monetę, którą w dużej mierze niemożliwą do namierzenia – którą przechowywałeś na dysku twardym nieprzeznaczonym do oficjalnego przechowywania”. Dysk twardy, który obecnie znajduje się w skrytce depozytowej w oddziale Chase Bank w Grand Central, numer skrytki depozytowej 404”.
Keith stał zmieszany.
„Jak… jak to zrobiłeś…”
„Jestem Katherine Bennett” – powiedziała krótko. „Znalezienie pieniędzy to mój zawód. Ale problem jest taki, Keith: nie zadeklarowałeś tych dwóch milionów. Nie zadeklarowałeś kryptowaluty i na pewno nie podzieliłeś się nią z żoną”.
Pochyliła się do przodu, a jej głos zniżył się do szeptu, który wciąż rozbrzmiewał w cichym pomieszczeniu.
„Naśmiewałeś się z mojej córki, bo nie miała prawnika. Zakładałeś, że jest naiwna. Mamo”