Część trzecia – Stare długi
Gdy Katherine i Grace wchodziły po schodach sądu, mrużąc oczy w jasnym słońcu Manhattanu, przy krawężniku zatrzymał się czarny sedan.
To nie był samochód Katherine.
Tylna szyba opadła.
Na tylnym siedzeniu siedział mężczyzna. Był starszy, miał srebrzystoszare włosy i twarz wyrzeźbioną z granitu. Spojrzał najpierw na Katherine, a potem na Grace.
Grace zamarła.
„Tato” – wyszeptała.
Katherine zamarła. Mocniej ścisnęła rączkę teczki.
„Cześć Katherine” – powiedział mężczyzna. Jego głos był głęboki i wyraźnie przebijał się przez hałas nowojorskiego ruchu ulicznego. „Widziałem wiadomości. Żelazny Młot powrócił. Narobiłeś tam niezłego zamieszania”.
„Zrobiłam to, co trzeba, Williamie” – powiedziała ostro Katherine. „Wiem” – odpowiedział mężczyzna.
Spojrzał na Grace.
„Grace” – powiedział. „Dawno się nie widzieliśmy”.
Grace spoglądała na przemian na matkę i na ojca, którego nie widziała od dwudziestu lat – ojca, który stanął po stronie Keitha, gdy byli świeżo po ślubie, bo to była dobra fuzja biznesowa.
„Co tu robisz?” – zapytała Grace.
„Jestem tutaj” – powiedział William, otwierając drzwi samochodu i wysiadając – „bo Keith Simmons jest mi winien pieniądze. Dużo pieniędzy. I słyszałem, że wy dwoje zabraliście mu wszystko”.
Zamknął drzwi i poprawił płaszcz. Nie przyszedł, żeby przytulić córkę. Był tam w interesach.
„Ironclad Capital ma w tym osobisty interes” – dodał.
Katherine ponownie stanęła przed Grace, ustawiając się między córką a byłym mężem.
„Ona nic ci nie jest winna, Williamie” – powiedziała Katherine. „Dług Keitha to problem Keitha”.
„Nie według umowy pożyczki” – odparł William, wyciągając dokument z marynarki. „Keith wykorzystał penthouse na Piątej Alei sześć miesięcy temu jako zabezpieczenie prywatnej pożyczki od mojej firmy. Jeśli nie spłaci długu – a podejrzewam, że wkrótce to nastąpi – to mieszkanie będzie moje”.
Grace poczuła, jak grunt pod nogami znów się jej zapada.
Właśnie wtedy, gdy myślała, że wygrała, przeszłość zaczęła ją prześladować z innej perspektywy.
Katherine wzięła dokument od Williama i uważnie go obejrzała. Zmrużyła oczy, skanując linie podpisu.
„Zaciągnęłaś z nim tę pożyczkę?” – zapytała Katherine, patrząc z niedowierzaniem na byłego męża. „Czy wiesz, że ukrywał majątek?”
„Z punktu widzenia interesów, Kate” – powiedział William, wzruszając ramionami. „Nie wiedziałem, że to przed tobą ukrywa. Wiedziałem tylko, że potrzebuje pieniędzy”. A teraz żądam, żeby dług był spłacony dzisiaj.
Spojrzał na Grace.
„Przykro mi, kochanie, ale to mieszkanie służy jako zabezpieczenie pożyczki na dwa miliony dolarów dla Keitha. Na papierze jest na moje nazwisko. Będziesz musiała znaleźć inne mieszkanie”.
Grace znów poczuła, jak łzy napływają jej do oczu.
Właśnie odzyskała dom, ale straciła go na chodniku przed sądem, zabierając go własnemu ojcu.
Katherine spojrzała z Williama na dokument.
Na jej twarzy pojawił się powolny, groźny uśmiech – ten sam, którym obdarzyła Keitha tuż przed tym, jak całkowicie go zdemaskowała w sądzie.
„Och, Williamie” – zaśmiała się ponuro Katherine. – „Naprawdę powinieneś był przeczytać drobny druk w akcie, zanim pożyczyłeś mu te pieniądze”.
Williem zmarszczył brwi.
„Co?”
Hałas uliczny Manhattanu zdawał się cichnąć, pozostawiając jedynie napięcie między trójką – byłym mężem, byłą żoną i ich dorosłą córką – stojącymi na chodniku.
„To standardowy zastaw hipoteczny, Katherine” – powiedział stanowczo William. „Keith pożyczył dwa miliony dolarów od mojej firmy private equity, Ironclad Capital. Dał tytuł własności do penthouse'u na Piątej Alei jako zabezpieczenie. Wczoraj nie spłacił pierwszej raty. Nieruchomość jest moja”.
Kolana Grace ugięły się pode mną. Chwyciła matkę za ramię, żeby się podeprzeć.
„To prawda?” – zapytała. „On potrafi? Tato, jak mogłeś to zrobić?”
„To biznes, Grace” – powiedział William, choć czuł się nieco nieswojo. „Keith złożył propozycję. Nie wiedziałam, że cię wprowadza w błąd. Ale pieniądze to pieniądze. Nie mogę po prostu odpisać straty dwóch milionów dolarów. Mam inwestorów”.
Katherine nie odezwała się ani słowem. Nawet nie wyglądała na zmartwioną.
Wydawała się powstrzymywać śmiech.
Podeszła bliżej do Williama, stukając obcasami o beton. Wyrwała mu dokument z ręki i przeczytała go na głos.
„Artykuł czwarty, klauzula B” – powiedziała. „Pożyczkobiorca oświadcza, że jest jedynym i nieobciążonym właścicielem przedmiotu zabezpieczenia”.
Spojrzała na Williama znad oprawki okularów przeciwsłonecznych.
„Czy naprawdę dokładnie zbadałeś prawa własności, Williamie, czy po prostu zaufałeś temu człowiekowi, który za bardzo…