—Tato, proszę.
Diego spojrzał na córkę.
A potem na mnie.
—Jesteś pewien, że chcesz spędzić urodziny z dziewczyną, której nie znasz?
Pomyślałem o moim cichym mieszkaniu.
W torcie, którego nikt nie kupił.
W firmowych wiadomościach, w których bez cienia emocji było napisane *„Wszystkiego najlepszego, szefie”*.
Spojrzałem na Sofi.
—Myślę, że to byłyby najlepsze urodziny, jakich mógłbym sobie życzyć.
Sofi wydała z siebie cichy pisk radości.
—Tak!
Skakał.
—Pan Niedźwiedź też idzie!
Nie mogłem się powstrzymać od śmiechu.
—Oczywiście, że idzie.
Diego przeczesał włosy dłonią, wciąż pełen niedowierzania.
—No cóż… Chyba moglibyśmy pójść po gorącą czekoladę.
Sofi uniosła palec.
—I zrobić warkoczyki!
„Nie wiem, jak zaplatać jej warkocze” – powiedziałam.
„Nauczę cię” – odpowiedziała bardzo poważnie.
I po raz pierwszy od lat…
Poczułam coś ciepłego w piersi.
—
Dwie godziny później siedzieliśmy w małej kawiarni z widokiem na jezioro.
Sofi miała czekoladowe wąsy.
Pan Niedźwiedź siedział przy stole, mając serwetkę za pelerynę.
Rozmawialiśmy z Diego, podczas gdy ona kolorowała.
„Dziękuję” – powiedział w końcu. „Nie wiesz, jak wiele to dla niej znaczy”.
—Myślę, że dla mnie też znaczy wiele.
Zamilkł na chwilę.
Jej matka zmarła dwa lata temu.
Skinęłam głową.
—Przepraszam.
—Od tamtej pory… Staram się być dla niej wszystkim.
Spojrzał na córkę.
—Ale są rzeczy, których ojciec po prostu nie jest w stanie zapewnić.
W tym momencie Sofi podniosła wzrok.
—Valeria.
—Tak?
—Nie jesteś już smutna.
Pytanie mnie zaskoczyło.
Zastanawiałam się.
Potem się uśmiechnęłam.
—Nie.
Skinęła głową z zadowoleniem.
Jakby rozwiązał poważny problem.
W tym momencie zrozumiałam coś, czego żadna wielomilionowa firma nigdy mnie nie nauczyła.
Całe życie budowałam imperia.
Ale ta dziewczyna…
Właśnie pokazał mi, jak zbudować coś o wiele cenniejszego.
Dom.