Rozdział 3: Pierwotne instynkty
Stewardesa zatrzymała się przy jej rzędzie, lustrując wzrokiem pasażerów.
– Przepraszam – powiedziała z niepokojem. – Kapitan musi wiedzieć, czy ktoś na pokładzie ma doświadczenie jako pilot myśliwski.
Mara zawahała się.
Od miesięcy próbowała żyć spokojnie, wtopić się w codzienność. Lecz rozglądając się po kabinie i obserwując zatroskane twarze obcych ludzi, poczuła, jak głęboko w niej budzi się coś uśpionego.
Mogła odejść z wojska.
Ale nie mogła przestać być sobą.
– Jestem pilotem – powiedziała cicho.
Stewardesa pochyliła się w jej stronę.
– Pilotem myśliwskim. Siły Powietrzne USA. Latałam F-16.
Przez kabinę przeszedł szmer, gdy ludzie odwrócili się, by na nią spojrzeć.
W tej chwili nie była już tylko Marą.
Znów była Kapitan Dalton.
Rozdział 4: Wejście do kokpitu
Gdy kierowała się w stronę przedniej części samolotu, każdy z pasażerów wodził za nią wzrokiem.
Serce zabiło jej szybciej; adrenalina powróciła niczym iskra, którą – jak sądziła – dawno już ugaszono.
Wewnątrz kokpitu panowała napięta atmosfera. Kapitan i pierwszy oficer wyglądali na wyczerpanych i zaniepokojonych.
– Utraciliśmy część systemów lotu – wyjaśnił kapitan. – Autopilot zawiódł dwadzieścia minut temu. Lecimy teraz ręcznie.
Wskazał na ekran radaru.
Mara pochyliła się do przodu.
W pobliżu leciał inny samolot – zdecydowanie zbyt blisko.
– Od jak dawna nas śledzi? – zapytała spokojnie.
– Od około piętnastu minut. Brak sygnału transpondera. Brak łączności. Utrzymuje tę samą prędkość i wysokość.
Mara natychmiast rozpoznała ten schemat.
To nie był przypadek. To było celowe działanie.
Rozdział 5: Ukryte zagrożenie
– Kontaktowaliście się z kontrolą ruchu lotniczego? – zapytała.
– Tak – odparł kapitan. – Ale oni nie widzą go na radarze. Uważają, że to nasz system nie działa poprawnie.
Mara wpatrywała się uważnie w ekran.
Pozycja samolotu była agresywna – dokładnie taka, jaką przyjmuje się podczas wojskowych przechwyceń.
– Potrzebujemy wizualnego potwierdzenia – powiedziała. – Uruchomcie kamery zewnętrzne.
Kilka chwil później na ekranie pojawił się obraz z kamer. Na tle mrocznego, atlantyckiego nieba tuż przy ich skrzydle zawisł smukły samolot.
— To nie jest samolot pasażerski — powiedziała Mara cichym głosem.
— I z pewnością nie jest przyjazny.
Nagle głos w radiu zagłuszył trzask zakłóceń.
— Lot 417, zboczyliście z kursu — odezwał się chłodny głos. — Skorygujcie lot zgodnie z przesłanymi współrzędnymi.
Mara chwyciła za mikrofon.
— Tu cywilny samolot pasażerski. Natychmiast się zidentyfikujcie!
Odpowiedź nadeszła bez wahania.
— Wykonać... albo ponieść konsekwencje.