Rozdział 11: Osobisty wróg
W radiu znów zatrzeszczało.
„Kapitan Dalton… Wiem, że jesteś na pokładzie”.
Mara zamarła.
Rozpoznała ten głos.
„Victor Klov” – szepnęła.
Były pilot wroga.
To nie był przypadek.
To była sprawa osobista.
Rozdziały 12–14: Ostateczna bitwa
Victor ustawił swój samolot w pozycji do ostatecznego ataku.
Mara wykonała śmiały manewr: odcięła moc silników i obniżyła wysokość lotu akurat na tyle, by zmusić Victora do ponownego minięcia celu.
Chwilę później na horyzoncie pojawiły się dwa odrzutowce – wojskowe myśliwce przechwytujące, reagujące na sygnał o niebezpieczeństwie.
Victor natychmiast przerwał atak.
„Lot 417” – odezwał się przez radio jeden z pilotów. „Eskortujemy was. Jesteście bezpieczni”.
Kapitan odetchnęła z ulgą.
„Uratowałaś wszystkich”.
Rozdziały 15–18: Nowa droga
Gdy samolot bezpiecznie wylądował w Londynie, pasażerowie otoczyli Marę, by wyrazić swoją wdzięczność.
Ona jednak nie czuła się jak bohaterka.
Miała wrażenie, że przypomniano jej właśnie, kim naprawdę jest.
Tego samego wieczoru zadzwoniła do swojego byłego dowódcy.
„Przestałam uciekać” – powiedziała.
Sześć miesięcy później kapitan Mara Dalton znów była w mundurze – tym razem, by chronić samoloty cywilne i reagować na zagrożenia dokładnie takie, z jakim zmierzyła się tamtego dnia.
Nauczyła się czegoś ważnego.
Można próbować zostawić przeszłość za sobą.
Lecz gdy ludzie najbardziej cię potrzebują, twoja prawdziwa natura zawsze wypłynie na wierzch.
A niektórzy – tacy jak Mara – zawsze będą zmierzać *ku* niebezpieczeństwu, zamiast od niego uciekać.