Chwyciła mnie za włosy i pociągnęła głowę do tyłu z przerażającą precyzją. Zamarłam. Drugą ręką otworzyła zapalniczkę. Mały, niebiesko-pomarańczowy płomień rozbłysnął między nami.
Przybliżyła ją do moich włosów. Na tyle blisko, że poczułam, jak ciepło liże pasma.
„Jeśli nie staniesz po stronie tej rodziny dobrowolnie” – wyszeptała – „nauczysz się, co to znaczy.”
Czułam zapach szamponu. Benzyny. Własnego strachu.