Kilka miesięcy wcześniej Adrian przyszedł do nich w panice i powiedział, że ma poważne problemy finansowe i że musi szybko przenieść swój majątek, żeby nie stracić wszystkiego.
Błagał ich, żeby nie mówili Lucasowi.
„Jest zajęty” – powiedział Adrian. „Nie radzi sobie z tym stresem”.
Przekonał ich do podpisania „tymczasowych dokumentów”, żeby „chronić rodzinę”.
Podpisali, ufając swojemu synowi.
Ale te dokumenty były formularzami przeniesienia własności.
Adrian następnie wrócił i wyjaśnił, że szukają go podejrzani ludzie i że ich dom nie jest bezpieczny.
Wyrzucił ich – dosłownie – i nakazał im milczenie.
Zamieszkał w rezydencji.
Mieszkał tam ze swoją dziewczyną, jakby to był jego własny dom.
A jego rodzice?
Spali, gdzie popadli.
Nawet na ganku, kiedy skończyły im się pieniądze na motel. Konfrontacja, którą wszyscy słyszeli.
Następnego ranka Lucas wrócił z rodzicami.
Nadal padał nieprzerwanie deszcz.
ciąg dalszy na następnej stronie