Nie powiedziała: „Och, biedactwo”. Nie podała mi chusteczki.
Otworzyła notes i kliknęła długopisem. „Kochanie” – powiedziała głosem jak chropawy miód. „Nie zostawisz go tak po prostu. Dokumentujesz go. A potem spalimy jego królestwo”.
Spojrzałam na nią, a łzy w końcu popłynęły. „On jest potężny, Diane. To… to Mason Hale”.
Diane uśmiechnęła się, a był to przerażający uśmiech drapieżnika, który właśnie znalazł ofiarę. „Dobrze” – powiedziała. „Lubię duże cele. Upadają mocniej”.
Zakończenie:
Spędziłem sześć tygodni w pokoju motelowym finansowanym ze stypendium dla ofiar przemocy domowej, knując z Diane. Zbudowaliśmy sprawę. Czekaliśmy. A potem znaleźliśmy datę. Mason nie tylko szedł naprzód; umacniał swój wizerunek. Miał się żenić. Dziś wieczorem. Z kobietą o imieniu Sloane. A Diane postanowiła, że nie wyślemy tylko listu. Doręczymy go osobiście.
Rozdział 2: Rozkładówka
Sala balowa hotelu Grandview była studium nadmiaru. To było bogactwo, które szeptało, a nie krzyczało, choć przesłanie było to samo: Nie pasujesz tutaj.
Kryształowe żyrandole wielkości małych samochodów oświetlały gości. Kwartet smyczkowy grał Debussy'ego w kącie, a muzyka unosiła się ponad gwarem uprzejmych rozmów i brzękiem kieliszków szampana. W powietrzu unosił się zapach