„Fantastycznie. A teraz odpocznij sobie, kochanie. Przyda ci się”.
Połączenie zostało przerwane. Ryan odebrał telefon.
„Widzisz? Ona ma wszystko pod kontrolą”.
Wpatrywałam się w sufit. Czemu zaprosiła Melissę na mój baby shower?
Tydzień przed baby shower zjedliśmy kolację u Patricii. Droga tam była typową jazdą przez przedmieścia – centra handlowe, zadbane trawniki, światła na ganku zapalały się jedno po drugim w zsynchronizowanym rytmie – a kiedy podjechaliśmy pod jej podjazd, już bolały mnie plecy. Miałam na sobie moją ulubioną sukienkę ciążową, granatową, z miękkiego materiału, jedyną, w której czułam się komfortowo. Kupiłam ją za własne pieniądze. Sama ją wybrałam. Czułam się w niej sobą.
Jadalnia była pełna – Ryan, jego siostra Diane, ciocia Margaret, kilka kuzynek – wszyscy podawali sobie talerze i rozmawiali. Patricia siedziała na czele stołu, całkowicie opanowana, jakby cały dom był scenografią zbudowaną wokół niej.
„Ensley” – powiedziała w środku rozmowy, wystarczająco głośno, by wszyscy mogli ją usłyszeć – „ta sukienka jest… interesująca”.
Spuściłam wzrok. „Dziękuję”.
„Ciemnoniebieski jest zdradliwy” – powiedziała, przechylając głowę. „Ciemne kolory mogą sprawić, że kobieta będzie wyglądać na ciężką, zwłaszcza gdy nosi dziecko”.
Przy stole zapadła cisza. „Czuję się tu swobodnie” – powiedziałam.
„Oczywiście” – uśmiechnęła się. „Wygoda jest ważna. Po prostu myślę, że gdyby twoja mama tu była, mogłaby to powiedzieć”.
Cisza trwała. Widelec ciotki Margaret zawisł w powietrzu. Diane wpatrywała się w swój talerz. Ryan odchrząknął.
„Mamo, chodź”.
Ale nie dokończył. Nigdy nie dokończył.
Powstrzymałam uśmiech. „Doceniam twoją radę, Patricio, ale jestem zadowolona z tego, kim jestem”.
Mrugnęła, a potem uśmiechnęła się delikatnie, jakby strząsając to z siebie. „Oczywiście, kochanie”.
Po obiedzie myłam ręce w łazience, kiedy weszła Diane. Zamknęła za sobą drzwi.
„Hej” – powiedziała.
Spojrzałam jej prosto w lustro.
„Żal mi jej. Wiem, że jest trudna”.
„W porządku”.
„Nie, nie jest”. Diane przygryzła wargę. „Słuchaj… muszę ci coś powiedzieć. Ale nie tutaj”.
Ścisnęło mnie w piersi. „Co masz na myśli?”
„Możemy się spotkać jutro? Tylko we dwoje?”
Nagląca tonacja w jej głosie sprawiła, że ścisnęło mnie w żołądku.
„Dobrze” – powiedziałam. „Jutro”.
Skinęła głową i wyszła.
Co siostra Ryana wiedziała, czego ja nie wiedziałam? Następnego ranka spotkałyśmy się w kawiarni, jednym z tych miejsc ze stołami z odzyskanego drewna, menu na tablicy i ciągłym syczeniem spienionego mleka. Diane była już na miejscu, kiedy przyjechałam; mieszała latte, którego jeszcze nie tknęła. Wyglądała na zdenerwowaną. To dotyczyło nas obu.
„Dzięki, że przyszłaś” – powiedziała, kiedy usiadłam.
„Trochę mnie przerażasz. Co się dzieje?”
Diane wzięła głęboki oddech. „Pracuję w First National. Wiesz o tym, prawda? Przetwarzam transakcje dla oddziału”.
Skinęłam głową.
„W zeszłym tygodniu byłam zajęta sprawdzaniem kont – rutynowymi obowiązkami”. Zawahała się na chwilę. „Potem natknęłam się na wypłatę z twojego wspólnego konta oszczędnościowego. Twojego i Ryana”.
„Dobrze”.
„Jedenaście tysięcy, Ensley”.
Ta kwota była jak zimny prysznic. „To… to się nie trzyma kupy”.
„Ryan nic nie mówił o wypłacie, bo tego nie zrobił”. Głos Diane opadł. „Autoryzacja przyszła z powiązanego konta. Ktoś z dodatkowym dostępem”.
Zaschło mi w gardle. „Kto jeszcze ma dostęp do naszych oszczędności?”
Spojrzała na mnie i wiedziałam to. „Ryan dodał ją lata temu” – powiedziała cicho Diane. „Przed waszym ślubem. Na wypadek nagłych wypadków” – powiedział.
Patricia pobrała z naszego konta 11 000 dolarów. Oficjalnie ich nie wypłaciła, ale przelała przez powiązany dostęp.
Diane przesunęła kartkę papieru po stole. „Oto wyciąg. Data zgadza się z datą jej nowej kolekcji antyków, którą tak się chwali”.
Wpatrywałam się w liczby – czarny atrament na białym papierze, nie do pomylenia.
„Dlaczego mi to mówisz?”
Diane spojrzała mi prosto w oczy. „Bo to jest złe. I zasługujesz na to, żeby o tym wiedzieć”.
Starannie złożyłam kartkę i schowałam ją do torebki.
Czy Ryan wie?
„Nie sądzę”.
Jedenaście tysięcy dolarów zniknęło, a my ani słowem się nie odezwaliśmy.
„Co zamierzasz zrobić?” zapytała Diane.
Nie odpowiedziałam, bo jeszcze nie wiedziałam. Ale jedno wiedziałam. Nie będę udawać, że wszystko jest w porządku.
Tego wieczoru czekałam na powrót Ryana. Postawił torbę przy drzwiach, pocałował mnie w policzek i poszedł do kuchni, jakby to był zwykły wtorek.
„Czy możemy chwilę porozmawiać?” zapytałam.
Zatrzymał się. „Oczywiście. Wszystko w porządku?”
„Czy wiesz, że twoja mama ma dostęp do naszego konta oszczędnościowego?”
Zatrzymał się na chwilę. „Tak. Powiedziałem jej o tym lata temu”.