Nie tylko odwołałam ślub; ja go spaliłam. I użyłam ich własnych słów jako paliwa.
Mówią, że małżeństwo z „bogatą staruszką” jest jak wejście do bajki. Wyobrażasz sobie ciężkie aksamitne zasłony, weekendy w Hamptons i siatkę bezpieczeństwa utkaną z funduszy powierniczych i rodowodu. Ale dla mnie ta bajka była ponura – niczym z baśni braci Grimm, w której księżniczka nie zdobywa zamku; zostaje zjedzona przez wilka, podczas gdy książę patrzy, zerkając na zegarek.