Usiadłam na skraju łóżka king-size, cisza hotelowego pokoju dzwoniła mi w uszach. Powtarzałam sobie, że to tylko jeden dzień. Przeczekamy ślub, a potem będziemy mogli zbudować własne życie, z dala od niej.
Wtedy mój telefon zawibrował na stoliku nocnym.
Powiadomienie rozświetliło ciemny pokój. To był e-mail. Zmarszczyłam brwi. Wiadomość była od Patricii i została wysłana na ogromną listę dystrybucyjną: „Rodzina i wesele”.
Temat: Logistyka ślubu i aktualizacja puli zakładów.
Dlaczego zostałam dodana do kopii? To musiał być błąd. Patricia była skrupulatna, ale być może wino ją rozczochrało. Spodziewając się planu miejsc przy stole lub skargi na kwiaciarnię, otworzyłam ją.
W treści nie było tekstu. Tylko załącznik. Arkusz kalkulacyjny w Excelu.
Dotknęłam pliku. Otworzył się, a mała siatka oświetliła moją twarz w ciemnym pokoju. Powiększyłam.
Serce mi stanęło.
————–
Kolumny były starannie oznaczone: Imię i nazwisko, Kwota zakładu, Czas trwania i Przyczyna rozstania.
Nie mogłam oddychać. Przesunęłam palcami po liście. Było tam ponad pięćdziesiąt nazwisk. Moi przyszli teściowie. Bracia z bractwa Brendana. Nawet celebrans, ojciec McKinnon, był…