„A skoro o produktywności mowa”, powiedziała Beatrice, dając sommelierowi znak ostrym, władczym ruchem wypielęgnowanego nadgarstka. „Mamy już dość tej przeciętnej wody. Postanowiłam, że potrzebujemy czegoś z… historią. Czegoś, co wymaga szacunku. Przynieście nam Chateau Margaux rocznik 1982”.
Ze stołu dobiegł zbiorowy, ostry wdech. Chateau Margaux rocznik 1982 to było coś więcej niż wino; to była legenda. W The Gilded Fork ta konkretna butelka miała cenę 2000 dolarów, królewski okup za sfermentowane winogrona.
„Ojciec Juliana zawsze twierdził, że prawdziwy charakter kobiety ujawnia się dopiero wtedy, gdy otrzymuje rachunek, na który jej nie stać” – wyszeptała Beatrice, pochylając się nad stołem, aż poczułam kosztowną, kwiatową gorycz jej perfum – coś, co pachniało jak zgniecione róże i stare urazy. „Dzisiaj, Eleno, zapłacisz rachunek za cały ten lunch. Każdą kroplę wina, każde dekadenckie danie dla moich drogich przyjaciółek. Potraktuj to jako czesne za tak potrzebną lekcję na zajęciach”.
Spojrzałam na cztery kobiety. Pochylały się, ich oczy błyszczały drapieżną radością nudy wyższych sfer. Spodziewały się, że sięgnę po telefon i poproszę męża o przelew. Spodziewały się, że jagnię zadrży.
Zamiast tego pochyliłam się do przodu, naśladując jej postawę. „Mam nadzieję, że ten rocznik zasłuży na swoją reputację, Beatrice” – powiedziałam, a na moich ustach pojawił się cienki, ostry uśmiech. „Bo ty