Następnego ranka, kiedy przyjechaliśmy, zastaliśmy już trwające przygotowania. Spodziewano się około dwudziestu gości. Kiedy weszłam do kuchni, Dorothy wręczyła mi mały plik banknotów i kazała kupić całe jedzenie. Kosztowało to tylko sto dolarów, zdecydowanie za mało dla tak wielu osób. Kiedy ją o to zapytałam, zasugerowała, że „dobra synowa” powinna umieć o siebie zadbać. Kevin po prostu powiedział mi, żebym jej nie denerwowała.
W sklepie zdałam sobie sprawę, że z łatwością mogłabym pokryć różnicę własnymi pieniędzmi, tak jak robiłam to w przeszłości. Ale tym razem coś we mnie się sprzeciwiło. Dlaczego zawsze oczekiwano ode mnie, że wszystko załatwię po cichu? Podjęłam więc decyzję: wydam tylko tyle, ile mi dano.
Kiedy wróciłam, goście już byli na miejscu.
Dorothy z dumą oznajmiła wszystkim, że przygotowałam posiłek. Ale kiedy go podałam, był tylko biały ryż, zwykły bulion i tortille, nic więcej.
W pomieszczeniu zapadła cisza. Dorothy wpadła we wściekłość i oskarżyła mnie o kłamstwo, ale spokojnie pokazałem jej paragon i wyjaśniłem, że wykorzystałem dokładnie te pieniądze, które mi dała. Goście zaczęli ją wypytywać. Nawet Kevin zrozumiał prawdę i przeprosił.