Na kilka godzin przed planowaną egzekucją przez wstrzyknięcie trucizny, więzień w celi śmierci wyraził ostatnią prośbę: chciał zobaczyć swoją małą córeczkę, której nie trzymał w zamknięciu od trzech lat.
To, co mu wyszeptała, miało cofnąć pięcioletni wyrok więzienia, obnażyć głęboko zakorzenioną korupcję i ujawnić tajemnicę, na którą nikt nie był przygotowany.
O szóstej rano strażnicy otworzyli celę Daniela Fostera w więzieniu Huntsville w Teksasie. Przez pięć lat utrzymywał, że jest niewinny w sprawie zabójstwa żony. Dowody wydawały się niepodważalne: odciski palców na broni, krew na ubraniu, zeznania sąsiada. Jednak zawsze było w nim coś, co go niepokoiło. Daniel nie wyglądał na mordercę.
Danielowi zostało tylko kilka godzin życia i poprosił tylko o jedno: o zobaczenie swojej ośmioletniej córki, Emily. Po chwili wahania naczelnik więzienia się zgodził.
Kiedy Emily przybyła, spokojnie i opanowanie przeszła przez więzienne korytarze. W pokoju odwiedzin Daniel – chudy, skuty kajdankami i ubrany na pomarańczowo – przytulił ją. Trzymali się w milczeniu.
Potem pochyliła się ku niemu i szepnęła mu do ucha.